O mnie
Księga Shinobi

Menu


Jesteś osobą na tej stronie. Jeśli zainteresowało Cię to opowiadanie rzuć shurikenem.

Linki

Ulubieni


Wioski


Szablon


Szablon wykonała Nakea
tylko na potrzeby Shilow.
Teksty na szablonie przybyły ze świrniętego
umysłu autorki szablonu ;] łapki precz :p




Elita



Spis treści


Rozdział I
Rozdział II
Rozdział III
Rozdział IV
Rozdział V
Rozdział VI cz.1/2
Rozdział VI cz.2/2
Rozdział VII
Przerwa. >> sobota, 22 listopada 2008 18:25:34
Robię krótką przerwę w pisaniu. Nie z powodu braku weny czy pomysłów na dalsze pisanie, bo ona dalej jest i o dziwo: nie przemija ^^
Jak na razie mam mało czasu, nawet by napisać rozdział w Wordzie.
Mam nawał nauki, a cały wolny czas poświęcam mojej pasji - koniom.
Jak na razie możecie sobie czytać te rozdziały, które są oraz je komentować ;)
Wrócę, Moi Drodzy.
Już niedługo.
komentarze [1]

Rozdział VII - Między dwoma światami. >> niedziela, 5 października 2008 21:10:57
Wydawałoby się, że walka była już skończona. Tumany kurzu przemykały gdzieniegdzie zasłaniając ciała kobiet. Po ciemnej masie z jakiej jeszcze przed paroma sekundami wyłaniały się monstrualne fale uderzeniowe, nie pozostał żaden ślad. Jedynie liczne rozbicia, głębokie dziury w ziemi, połamane skały i drzewa oraz deszcz mieszający się z rozlaną krwią wskazywał na to, że stoczono tu morderczy pojedynek. Shilow leżała bezwładnie na mokrej ziemi w kałuży własnej krwi. Nadal była przytomna, jednak wycieńczenie dawało swe znaki. Strumyki zimnego deszczu okalały jej poranione ciało. Leżałaby tak jeszcze długo, gdyby nie to, że poczuła nagły ruch. Podniosła się z trudem, nieprzytomnie obserwując okolicę. 'Co się dzieje do cholery?' - Pytała samą siebie. Spojrzała w stronę rozbitej skały, w której leżało zmasakrowane ciało Ayane. Teraz była pewna, że jej wiosce i przyjaciołom nic nie grozi. Ta myśl przyniosła dużą ulgę, jednak w tym samym momencie ciało Ayane się rozmyło. Shilow przypatrywała się miejscu, w którym jeszcze przed chwilą leżała martwa oponentka. A przynajmniej tak jej się wydawało. Wtem poczuła nieprzyjemny dreszcz, a obraz przed jej oczami stawał się co raz bardziej nie wyraźny. Zaraz potem zobaczyła otaczającą ją ze wszystkich stron gęstą mgłę. Wytężyła wzrok, używając DarkEyes. Wypatrywała swojej przeciwniczki, gdy wtem dostrzegła oddalającą się sylwetkę.
-Ty tchórzu! Nie pozwolę Ci uciec! - Syknęła przez zęby, po czym ruszyła biegiem za Ayane. Głębokie rany na nogach przeszkadzały w biegu, szczypiąc i kując przy każdym ruchu. Przyśpieszyła, znikając po chwili w kłębie dymu.
Ayane zmierzała w stronę przepaści, potykając się po chwila, gdy wtem jej drogę zagrodziła Shilow.
-Uciekasz? - Powiedziała półszeptem z ironią na twarzy.
-Chyba śnisz! - Krzyknęła z furią wyciągając swoją katanę i nacierając na Santuro.
Ayane zadawała szybkie ciosy ostrzem zmuszając jednocześnie aby rywalka się cofała. Nagle, Shilow poczuła, że pod jej stopą osuwają się kamyczki. 'Jeszcze jeden krok i spadnę.' - Przemknęło jej przez myśl i w tym samym momencie Ayane zadała decydujący cios. Kunoichi uchyliła się w ostatniej chwili i przemknęła obok przeciwniczki. Niestety, ledwo zdążyła odeprzeć następny zamach Ayane, gdy wtem poczuła straszny ból. Jej rywalka zaśmiała się szyderczo wbijając ostrze jeszcze głębiej.
-Widzisz moja mała Shilow. Nie zdążyłaś zauważyć, że moja druga ręka była wolna, a ja to wykorzystałam. - Zaśmiała się jadowicie, patrząc z uśmiechem na kunai wbity w mostek Shilow. Nagle jej ciało zamieniło się w ogień, a ostra stal wbita przedtem w mostek roztopiła się pod wpływem gorąca. Kunoichi Getsuei zniknęła, pojawiając się zaraz za oponentką. Ayane oderwała poparzoną rękę szybko odwracając się w stronę przeciwniczki, gdy w tym samym momencie poczuła przenikliwy ból i przeszywające zimno stali. Tuż przed nią stała Shilow, która trzymała swój miecz wbity prosto w jej serce. Teraz rolę się odwróciły. Tak jak kiedyś Ayane zabiła w ten sam sposób Kasumi, tak dziś stała przed Shilow z jej ostrzem w sercu.
-Historia zatoczyła koło. - Powiedziała uśmiechając się, a z jej kącików ust toczyły się strumyki krwi. Shilow wyjęła swój wakizashi z serca Ayane, a ta upadła na kolana. I mimo tego, że pomściła Kasumi teraz czuła wielki żal do siebie. Złapała szybko przeciwniczkę w momencie, gdy miała upaść i ułożyła ją delikatnie na ziemi klęcząc przy niej.
Tymczasem na twarzy bordowowłosej wstąpiła łagodność, która przepędziła w dal dawny sarkazm i ironię. Shilow już miała wstawać by ukryć zaszklone oczy, lecz ta złapała ją za rękaw.
-Przepraszam za wszystkie krzywdy jakie Ci w życiu wyrządziłam. Chyba za późno zrozumiałam pewne ważne rzeczy. Byłam głupią smarkulą robiącą za wiele błędów. Teraz zastanawiałam się, co by było dalej po tym gdybym to ja Cię zabiła. Wcześniej, gdy o tym myślałam, nie znajdowałam odpowiedzi, ale teraz już wiem. Gdyby Ciebie zabrakło zostałaby jedynie nikła pustka, a moje życie oraz życie wielu twoich przyjaciół straciłoby sens i dawną radość jaką wprowadzałaś w ich codzienność. Jedyny cel jaki sobie wyznaczałam po śmierci Kasumi to zabicie Ciebie, bym mogła stracić wszelkie uczucia na zawsze. - Ayane zakrztusiła się własną krwią, a po twarzy Shilow zaczęły spływać niechciane łzy. Nie lubiła okazywać słabości przy innych. Nie tak ją wychowano.
Wzięła głowę dawnej przyjaciółki i ułożyła na swoich kolanach, podczas, gdy ta zaczęła dalej mówić słabnącym głosem:
-Shilow...Byłaś i jesteś najlepszą przyjaciółką jaką kiedykolwiek miałam. Zawsze chroniłaś innych ludzi, pomagałaś im mimo, że Cię odrzucali. Jesteś silną i mądrą kunoichi oraz wspaniałym przyjacielem, który nigdy nie opuści w potrzebie. - Z każdym słowem Ayane, Shilow czuła w sercu ogromny żal i smutek, a z oczu coraz rzewniej płynęły łzy. - Zawsze chciałam umrzeć jak prawdziwy shinobi, podczas walki, z honorem. Skonać u boku najlepszego przyjaciela. Wybacz, że się tak zachowywałam. Nie powinnam była po tym co dla mnie zrobiłaś. Dziękuje, że mogę odejść przy Tobie, Przyjaciółko...Tak.. jak zawsze chciałam.
Dziewczyna poczuła bolesne ukłucie w sercu. - 'Nazwała mnie... Przyjaciółką.'
Wzięła zimną dłoń ciemnowłosej, a w jej głowie poczęły przewijać się przeróżne myśli. Zaczęła się wahać, pierwszy raz od bardzo dawna. Była niepewna czy dobrze postąpiła. Zawsze była zdecydowana i pewna swego, ale nie dziś. Nie teraz. Pragnienie zemsty, które kipiało w niej od tak dawna, zniknęło wraz z pierwszym zadanym ciosem, wraz z pierwszą rozlaną krwią. Sytuacja wydała się jej beznadziejna. Zabiła dawnego przyjaciela w imię czego? W imię dawnej więzi, która kiedyś złączyła tą trójkę? By pomścić Kasumi, wraz z której śmiercią umarła ta przyjaźń? Po raz pierwszy w życiu Shilow nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. Ayane przyjrzała się uważnie jej twarzy, a w jej oczach dostrzegła zagubioną dziewczynkę.
-Gdybyś tego nie zrobiła, nie zmieniłabym się. Pewnie nadal pałałabym nienawiścią do Ciebie i każdego dnia budziła się z myślą by Cię zabić. Tamta przyjaźń by nie wróciła, Kasumi życia nie zwróciła i nie cofnęłaby wszystkich bolesnych słów wypowiedzianych przeze mnie. Udzieliłaś mi ważnej lekcji, Shilow. - Powiedziała uśmiechając się blado i zaciskając bardziej dłoń. - Nigdy nie żałuj tego co zrobiłaś i nie rozpamiętuj tego co było. Nie odwracaj się za siebie. Być może w innym, lepszym życiu będziemy bardziej rozważne i nie pozwolimy by ta przyjaźń przeminęła. - Wydusiła prawie jednym tchem, po czym jęknęła z bólu. Jej ciało zrobiło się bezwładne, płuca przestały pracować, a serce straciło ochotę bić jeszcze dla kogokolwiek.
-Kiedyś przyjdzie i na mnie czas i wtedy do Was dołączę. Ayane-chan, zrób coś dla mnie po raz ostatni. - Kunoichi spoglądała na nią nieobecnym wzrokiem. - Pozdrów ode mnie Kasumi-chan.
Ayane uśmiechnęła się i skinęła głową. Shilow dostrzegła w niej tamtą małą dziewczynkę, sprzed kilku lat. A teraz uśmiechała się do niej, ale był to najszczerszy uśmiech jaki kiedykolwiek u niej widziała. Santuro odgarnęła niesforny kosmyk z twarzy Przyjaciółki i spojrzała na jej bladą twarz. Odchodziła. Jej oczy zaszły mgłą, jednak resztą sił zdążyła jeszcze wyszeptać:
-Żegnaj, Shil..ow...- Z każdą literą jej głos stawał się słabszy, aż w końcu ucichł na wieki, a jej oczy zgasły na zawsze. Dziewczyna zamknęła delikatnie dłonią jej powieki i teraz zdała sobie sprawę, że już nigdy nie będzie dane zobaczyć jej chłodnego wzroku czy usłyszeć głosu przesiąkniętego ironią. Kiedyś denerwowało ją to, a teraz brakowało tych drobnych szczegółów. Jej twarz nie wyrażała już żadnych emocji, wyglądała jakby zasnęła z myślą by nigdy się nie zbudzić. Deszcz nawet na chwilę nie przestał padać, jakby odzwierciedlając nastrój Shilow. Małe strumyczki wody spływały po martwej twarzy najsilniejszej kunoichi Kiri-Gakure.
-Żegnaj, Przyjaciółko...Odeszłaś jak prawdziwy shinobi. - Położyła dłoń zmarłej na podołku i wstała z klęczek wycierając rękawem pojedynczą łzę.

Wystarczyło, że przeszła parę metrów, a spazm bólu przeszył całe jej ciało. Z otwartych ran sączyła się krew, a w ustach czuła metaliczny posmak. Każdy następny krok wzmagał coraz bardziej uciążliwy ból. Nogi odmawiały posłuszeństwa, potykając się co chwila o byle jaką nierówność. Czuła powoli odchodzące siły, z każdą chwilą było coraz trudniej oddychać, każdy wdech sprawiał niewyobrażalne cierpienie, gdy złamane żebra wbijały się w płuca. Jak na złość jej ciało przestawało ją całkowicie słuchać i z każdą chwilą robiło się bardziej bezwładne. To był jej limit, nie odczuwała w sobie ani krzty chakry, a jednak jakimś cudem się ruszała. Na nic jednak to się zdało, bo po chwili opuściły ją wszystkie siły. Zalał ją zimny pot, czarne plamy przed oczami zaczęły się powiększać, a uszy słyszały jakby przez ścianę szum wodospadu, czuła się jakby była co najmniej kilometr od niego, choć dzieliło ich zaledwie dziesięć metrów. Po chwili osunęła się na ziemię, czując ciągłe dreszcze przechodzące przez jej ciało.
Jedynie zimne krople deszczu dawały chwilowe ukojenie piekącym ranom. Ciężkie, szkarłatne chmury wciąż spowijały niebo, znad wodospadu unosiła się przejrzysta mgła, a wiatr z minuty na minutę stawał się coraz to silniejszy. Do niedawna padał tylko deszcz, jednak teraz jasne błyskawice zaczęły przeszywać ciemne niebo zwiastując nadchodzącą burzę.
Shilow odwróciła głowę i ujrzała zwłoki dawnego przyjaciela leżące nieopodal. Nagle, cały świat naokoło okrył mrok, nieskazitelna czerń okryła wszystko i jedynie małe, wąskie światełko w oddali było widoczne. Wszystko działo się tak szybko, mały, biały punkcik zaczął się powiększać, aż w końcu pochłonął wszystko.
Shilow stała samotnie, wokół niej nie było nic. Czuła się jakby była w nieskończonym pomieszczeniu, z którego nie ma wyjścia.
Wtem, w oddali ujrzała małą dziewczynkę. Płakała. Brązowe kosmyki jej włosów przyklejały się do mokrych od łez policzków, a swoje kolana obejmowała drobnymi rączkami. Ujrzała jej twarz, oraz małe znamię przy prawym oku. 'To tylko Ja...' - Powiedziała do siebie zgaszonym głosem. Zaraz potem pojawił się tłum ludzi, rzucających w jej stronę obojętne i zimne spojrzenia. Nikogo nie obchodził jej los. Słyszała tylko w kółko te same słowa.
-Precz stąd!
-Nie chcemy tu potwora!
-Nie jesteś nikomu tu potrzebna!
-Przynosisz na wioskę same nieszczęścia!
Pogrążona w rozpaczy i odrzuceniu tonęła we własnych łzach. I wtem poczuła ciepły dotyk na ramieniu. Przetarła rączką zaczerwienione oczy i spojrzała w górę. Nad nią stały dwie dziewczynki w jej wieku, rudo i bordowowłose genin'ki o łagodnych twarzach i ciepłych uśmiechach.
-Nie zwracaj uwagi na tych gburów! Dorośli nic nie rozumieją! - Odezwała się bordowowłosa cienkim głosikiem.
-Ayane-chan ma rację! Chcesz się z nami pobawić? - Uśmiechnęła się rudowłosa i podała rękę małej dziewczynce.
-Chętnie. - Odpowiedziała nieśmiało. - Jestem Shilow.
-Super! Ja jestem Kasumi, a to Ayane. A teraz chodź, pobawimy się! - Krzyknęła radośnie i złapała razem z Ayane małą Shilow za ręce i pognały razem w dal, śmiejąc się.
Od tamtej pory Shilow już nie płakała, śmiała się codziennie spędzając całe dnie z nowymi przyjaciółkami. Niedługo potem liczba jej przyjaciół się powiększała, a ona sama zaczęła ciężko trenować by stać się silniejszą i móc opanować swoją moc. Ludzie w wiosce zaczęli ją doceniać i szanować. Już nie była sama, nie była odrzucona. Teraz u każdego z przechodniów widziała łagodny uśmiech, gdy spoglądała na nich.
Całe dzieciństwo przewijało się przed jej oczami. A ona stała tam daleko, przypatrując się samej sobie. Nagle przed jej oczami zamajaczyła sylwetka Ayane, ta sama kobieta, z którą przed chwilą walczyła. Tuż obok niej stała Kasumi, miała na sobie to same zielone kimono, jednakże jej rysy twarzy były bardziej dorosłe, a włosy nieco dłuższe. Oby dwie uśmiechały się do niej promiennie, a ich włosy powiewały delikatnie na wietrze, przybyłym nie wiadomo skąd.
-Kasumi, Ayane...- Wyszeptała opadając na kolana i chowając twarz w dłoniach. - Przepraszam...
-Shilow-chan...- Usłyszała łagodny głos Kasumi. - Cieszę się, że Cię widzę, siostrzyczko. Lecz musisz wracać, do Nich, do swoich przyjaciół.
-Nie możesz się poddać, Shilow. Pamiętaj o tym. To jest Twoja Droga Shinobi. - Powiedziała Ayane odgarniając jej włosy z twarzy.
Łzy spłynęły po jej policzkach, widząc jak dwie jej najlepsze przyjaciółki są tak blisko niej. Po chwili otarła je,a na jej twarz wstąpił uśmiech,a w oczach odbiła się iskra nadziei.
-Macie rację. Nie mogę się tak łatwo poddać, nie ja - Santuro Shilow! - Powiedziała pewnym głosem wskazując na siebie i uśmiechając się łobuzersko.
-I to mi się podoba. - Uśmiechnęła się szerzej bordowowłosa.
-Będziemy czekać na Ciebie, Shilow. Na nasze następne spotkanie, które mam nadzieję nie nastąpi tak szybko. - Powiedziała Kasumi i objęła dziewczynę. - Zawsze będziemy przy Tobie.

Zaraz po tych słowach poczuła zimno. Ayane i Kasumi zniknęły, a biel, która przed chwilą ją otaczała wraz z nimi. Zacisnęła zęby i otworzyła szeroko oczy - 'Kasumi, Ayane i cała reszta liczą na mnie, a ja ich nie zawiodę! Nie wybieram się jeszcze na tamten świat! Nigdy się nie poddam!'
Ciemność przed jej oczami ustąpiła, zaczęła na nowo dostrzegać otaczającą ją przyrodę i cały świat. Patrzyła na niebo, choć było jeszcze trochę zniekształcone, lecz mogła przysiąc, że widzi przebijające się promienie słońca przez gęste chmury. Przewróciła się na bok, a spazm nieopisanego wręcz bólu całkiem przywrócił ją do rzeczywistości. Wkrótce podniosła się na kolana opierając dłonie o podłoże. Złapała kilka oddechów, po czym wstała sycząc z bólu.
'Santuro, do cholery! Weź się w garść! Z większych tarapatów wychodziłaś cała. No, Stara! Dasz radę!' - Ponagliła się w duchu.
Uśmiechnęła się pod nosem i ruszyła przed siebie niepewnie. Czuła się jak dziecko stawiające pierwsze kroki. Szła powoli, uważając na każdy kamyczek i nierówność - nie chciała znów wylądować na ziemi. W końcu dowlokła się do najbliższego głazu i przysiadła na nim. Dopiero teraz zwróciła uwagę na to, że nie pozostało na niej ani jednej suchej nitki. Jednak nie przejęła się tym faktem i oddała się upajaniu przyjemnym chłodem oraz zimnym deszczem zmywającym z niej niepotrzebną krew. Chmury nieco zrzedły, lecz deszcz nadal padał tak obfity jak przedtem. Jej wzrok znów powędrował w stronę kobiety ułożonej na ziemi niedaleko niej. Westchnęła, uśmiechając się do siebie i przypominając sobie stare, dobre czasy Trójki Księżyca. Pewnie miałaby teraz wyrzuty sumienia, a wewnętrzny głosik zżerał by ją od środka, lecz słowa Ayane coś jej uświadomiły. Późniejsze ich spotkanie jeszcze utrwaliło ją w tym przekonaniu. Ona również dziś dostała ważną lekcję życia. Teraz dopiero zrozumiała czemu ciemnowłosa z nią walczyła, po co ją odnalazła. Shilow wykonała swe zadanie, które powierzyła sobie dawno temu. Pomściła Kasumi, a teraz widziała je dwie, nie kłócące się, nie walczące - szczęśliwe.
Młoda kobieta zamknęła pewien rozdział swojego życia na zawsze, wymazując złe chwile, a zapamiętując tylko te dobre. Już nie będzie żyła wspomnieniami, teraz odżyje na nowo niczym feniks powstały z popiołów. Zostawiła tylko pamięć po dwóch wspaniałych ludziach: Kasumi i Ayane, które zawsze będą w jej wspomnieniach i o których nigdy nie zapomni.
komentarze [6]

Rozdział VI - Historia zapomnianej przyjaźni. Cz.2/2 >> czwartek, 4 września 2008 21:13:10
Widziała ich roześmiane twarze, Saori, Shigeru, Saburo, poczciwego Getsukage, swoją rodzinę. Zaledwie parę dni temu zdobyła nowych przyjaciół, poznała wspaniałych ludzi. Poznała wielu jounin'ów oraz ich byłych podopiecznych. Drużyna Piasku, Gai'a, Asumy, Kurenai czy Kakashi'ego. W jej los wplotły się kolejne osoby, którym mogła zaufać. Szczególnie w jej życiu namieszały dwie osoby. Brązowowłosy chłopak z białym psem, przy którym jej tętno dziwnie skakało. Oraz beztroski blondyn z Kyuubi'm w środku, którego od razu polubiła. Wystarczyło kilka dni, a już mogła opowiedzieć mu historię swojego życia. Naruto - chłopak, który zawsze umiał ją rozśmieszyć i którego...No właśnie. I którego obiecała potrenować i nauczyć kilku pożytecznych jutsu. Wyobraziła sobie własną śmierć, pogrzeb i uczucia wszystkich przyjaciół. Ogromny zawód jaki by sprawiła im swoją śmiercią. I właśnie Ci ludzie teraz zmobilizowali ją do dalszej walki, nie mogła się poddać.
'Obiecałam Naruto, że będę go trenować i zrobię to choćbym była pół trupem. Nie rzucam słów na wiatr. To jest moja droga shinobi.' - Determinacja jaka napłynęła do Shilow nie miała zamiaru szybko ustąpić. Nie podda się. Wiedziała, że wszyscy na nią liczą, że wierzą w nią. 'Pewnie Hideki-sama uśmiecha się teraz pod nosem i tylko czeka, aż użyje tego.' - Na twarz dziewczyny wpełzł łobuzerski uśmieszek przeganiając grymas bólu w kąt. - 'Nie zawiodę Cię Staruszku, pokażę wszystkim na co stać ród Santuro.'
Kunoichi zmagała się z własnym ciałem zupełnie nieświadoma tego co zaraz ją czeka. Jej przeciwniczka szykowała dla niej niemiłą niespodziankę. Gdy rezerwy jej chakry były wystarczające wykonała odpowiednie pieczęci, nadgryzła swój kciuk i własną krwią przejechała po wnętrzu dłoni, którą zaraz przyłożyła do płyty wody. Wypowiedziane szeptem kilka słów sprawiły, że woda lekko się wzburzyła, a w jej wnętrzu zostało przywołanych pięć potężnych rekinów stworzonych jedynie z wody i chakry, pałających żądzą krwi. Od razu skierowały się w stronę swej - niczego nie spodziewającej się - ofiary.
Jej ciało nadal spoczywało na jakieś wyżynie, czekając na powrót sił. Oddech nadal wstrzymany ze świadomością, że zaraz zabraknie jej tlenu. Zostało jej parę minut, może sekund - potem utonie. Oczy bystro wpatrzone w docierające tu światło. Nagle jasną poświatę przerwała jej dosłownie na chwilę czyjaś masywna postać. Serce przyśpieszyło rytmu, a źrenice zwężyły się jeszcze bardziej próbując dostrzec w otchłaniach "to coś". I wtedy je ujrzała. Pięć ogromnych rekinów płynących z jej stronę z zawrotną prędkością, z lśniącymi zębiskami czyhającymi tylko na poczucie metalicznej krwi i miękkiego ciała. Ogarnął ją paraliżujący strach mieszając się z determinacją, która jeszcze przed chwilą pomagała jej się poruszyć. Shilow przestała z tego wszystkiego zwracać uwagę na głębokie rany i piekący ból, zebrała się w sobie i wstała. Czas płynął, a kunoichi Getsuei toczyła zaciętą walkę z rekinami, podczas gdy jej rywalka świetnie się bawiła patrząc na to wszystko i nabierając sił. Chytry uśmieszek nawet na chwilę nie znikał z jej twarzy. O, tak. Była pewna zwycięstwa jak nigdy i chciała upajać się tym uczuciem w nieskończoność. Niestety, pech chciał, że ta "nieskończoność" skończyła się tak szybko jak zaczęła i w tym samym momencie cały zbiornik pokrył się błyskawicami przeszywającymi nawet najmniejszy jego skrawek. Ciemnowłosa poczuła silne wyładowania elektryczne w ciele, które piekły niemiłosiernie dając odczucie, jakby paliła się od środka. Ból chciał rozerwać ją od środka, a w głowie huczało tylko jedno zdanie - 'Raiton, Jibashi!'. Nagle z nieboskłonu wyłonił się pokaźny, jasny piorun, który sunąc po wodnym lustrze natychmiast poraził dziewczynę okalając ją całą i odrzucając na wiele metrów w tył.
Nieskazitelną taflę wody zmąciła zakrwawiona ręka, która opierając się na niej zaraz pociągnęła za sobą resztę ciała. Shilow klęczała na wodzie wciąż podpierając się dłońmi. W pewnym momencie runęła na nią krztusząc się i wypluwając ją razem z krwią. Obydwie kobiety leżały, obfitujące w poważne rany i złamania. Wtem bordowowłosa wstała zamieniając się w ciecz i znikając w otchłaniach rzeki.
'No ta, jasne. Weź się Głupia w końcu rusz, bo inaczej tamta cię zakatrupi w trzy sekundy.' - Wraz z tą myślą stanęła na proste nogi wyczekując ataku. Długo czekać nie musiała, nie minęło nawet dwóch sekund, a poczuła czyjąś obecność za swoimi plecami. Odwróciła się gwałtownie blokując tym samym cios i kopniak Ayane. Wymieniły głębokie spojrzenia, Shilow nie widziała niczego w jej oczach oprócz dzikiej furii i chęci mordu.
-Żałuję, że nie zabiłam Cię trzy lata temu. Przynajmniej teraz miałabym święty spokój, a tak to muszę męczyć się z taką szmatą jak Ty. - Wydusiła jadowicie.
-Żal mi Cię, Ayane. To naprawdę wielka tragedia być taką skończoną idiotką jak Ty. Doskonale wiesz, że nie pokonałabyś mnie wtedy, a teraz tego tym bardziej nie zrobisz. - Odrzekła z szyderczym uśmiechem i odskakując do tyłu obdarowała rywalkę wiązanką ognistych technik. Co chwila z jej ust wydobywały się kolejne płomienie, podczas gdy ciemnowłosa ledwie radząc sobie z unikaniem ognistych kuli kryła się za ścianami wody. Umysł Shilow napawała tylko słodka żądza zemsty. Jeszcze nigdy w życiu nie miała takiej ochoty upuścić krwi i wypruć flaki swojemu oponentowi. Ale nie była sama, jej była towarzyszka stała nieopodal z identycznymi uczuciami i ciągle przetwarzanymi słowami w jej głowie jak na zaciętej płycie - 'Zabije Sukę. Jak Boga kocham, zabiję ją.'
Wszystkie dawne ciepłe, wręcz siostrzane uczucia, które niegdyś do siebie żywiły te młode kobiety ulotniły się w jednej chwili, choć każda z nich doskonale wiedziała, że gdzieś tam w głębi duszy, na dnie serca, w jego najciemniejszych zakamarkach chowają się tamte uczucia w strachu przed chęcią mordu jaka zawładnęła oby dwie kunoichi.
Stały naprzeciwko siebie mierząc się wzrokiem i ciężko dysząc.
-Najpierw skończę z Tobą, a potem zabiję wszystkich Twoich bliskich i zetrę Getsuei z powierzchni ziemi. - Warknęła Ayane zagryzając zęby.
-Nigdy Ci na to nie pozwolę. - Syknęła siarczyście Shilow, po czym oby dwie zaczęły związywać pieczęcie i niemal jednym tchem wypowiedziały jednocześnie:
-Katon, Karyuudan no Jutsu.
-Suiton, Suiryuudan no Jutsu.
Dwa potężne smoki powstałe z dwóch przeciwstawnych żywiołów trzymające na swych łbach stworzycielki, które nie wahały się ani sekundy dłużej. Równocześnie dały znak to ataku, jednocześnie nacierając na siebie. Ciała bestii sprzecznych natur złączały się gryząc i walcząc zajadle ze sobą. Na samej górze, gdy postacie stworów stykały się, shinobi toczyły zaciętą walkę. Uniki, ciosy, uniki, kopniaki, ból. Ogień i woda - dwa sprzeczne żywioły, zupełnie jak one. Jeszcze za czasów ich przyjaźni to zawsze między nimi wybuchały konflikty. Lecz wtedy było inaczej, zaraz zjawiała się rudowłosa Kasumi, oaza spokoju, optymistka ciesząca się każdą chwilą. Zawsze potrafiła rozgromić ciemne chmury. Ale jej już nie było. I nie było już żadnej osoby, która mogłaby je powstrzymać. Ruszały na siebie co chwila, atakując to raz jedna, to druga walcząc wciąż uparcie na głowach żywiołowych bestii. Każda z nich angażowała się w walkę całym sercem, jednak były chwile zapomnienia, gdy odpływały w krainę wspomnień. Shilow właśnie tam była widząc przed sobą dwie małe dziewczynki walczące ze sobą w parze na treningu. I mimo iż zrobiła szybki unik, nie ominęła potężnego ciosu od tyłu, którego zupełnie się nie spodziewała. Poczuła ogromny ból i dźwięk łamanych kości. Gdy Ayane miała poprawić swój cios, Shilow zatrzymała jej pięść tuż przed swoją twarzą. Jej uścisk był mocny i stanowczy. Wiedziała, że jeśli nie pozbyje się shinobi z Mgły, to cały świat, który kocha straci na zawsze.
Odepchnęła zdecydowanie od siebie kunoichi, a kiedy tamta znów chciała zadać cios, Shilow uchyliła się zwinnie i mówiąc dosadnie:
-To za mnie. -...uderzyła pięścią prosto w szczękę Ayane.
Nie miała zamiaru czekać, aż tamta się otrząśnie, złapała ją za włosy przyciągając w swoją stronę, po czym poprawiła poprzedni cios mocnym kopniakiem w splot słoneczny.
-To za przyjaźń. A to...-Na dokładkę kopnęła ją z półobrotu z kręgosłup krzycząc jednocześnie - Za Kasumi!
Ciemnowłosa uderzyła w najbliższy głaz z dużą siłą, a oby dwa smoki rozproszyły się w tej samej chwili. Teraz oby dwie znajdowały się na tej połowie urwiska, której strzegł Pierwszy Hokage. Kobieta, która jeszcze przed chwilą leżała półprzytomna, teraz biegła w stronę swej przeciwniczki obdarowując ją jednocześnie całą wiązanką zatrutych senbonów. Kunoichi Księżyca schroniła się za ognistym półokręgiem, z którego zaczęły wić się płomienie oplatając oponentkę. Gdy była już unieruchomiona, Shilow przyciągnęła ją do siebie, a kiedy ta znajdowała się w zasięgu jej ręki zadała przeciwniczce potężny cios z brzuch skoncentrowaną chakrą. Ayane splunęła krwią, mrucząc pod nosem soczyste przekleństwa pod adresem Shilow. Wstała, jednak zaraz chciała ponowić swój atak, lecz rywalka jej na to nie pozwoliła. Zawiązała trzy pieczęci, po czym złączyła dłonie tak by powstał z nich okrąg i ustawiła je jednocześnie na wysokości oczu.
-Tsukiakari no Jutsu!
Oślepiająca wiązka światła na kształt księżyca w pełni dotarła do oczu Ayane odrzucając ją na kilka metrów i przygwożdżając do głazu. Shinobi z Getsuei zadowolona z efektu przeszła do dalszego działania. Podczas, gdy jej oponentka nadal była oślepiona, kunoichi złożyła pieczęci, nadgryzła kciuk i krwią przejechała po klanowym znamieniu na ręce.
-Kuchiyose no Jutsu.
Wraz z wypowiedzianymi słowami przywołała Ciemność. Przywoływanie tej materii by wykorzystać ją do określonych jutsu było specjalnością klanu Santuro. Jeszcze nie jedną tajemnice skrywała ta rodzina.
Wystarczył jeden ruch ręki, a ciemna masa otoczyła Shilow, która zaczęła kreślić stopami w ziemi i dłońmi w powietrzu znaki znane tylko jej.
-Dankai Tsuki. - Wyszeptała cicho.
Ayane powoli wracał wzrok, jednak teraz nie miała już najmniejszych szans. Ciemność zakryła kunoichi Księżyca formując się w kulę. Po chwili dało się słyszeć pierwsze ledwo dosłyszalne słowa.
-Nów.
Czarna kula błysnęła jasnym światłem, a z jej wnętrza wydostała się niewidoczna fala uderzeniowa, która od razu trafiła w przeciwniczkę osłabiając ją co raz bardziej.
-Sierp.
Na kuli ciemności pojawił się wąski i jasny pół okręg przypominający sierp. Kolejna fala przeszyła okolicę, tym razem silniejsza i efektowniejsza.
-Półksiężyc.
Pół okręg widniejący na czarnej masie poszerzył się, a z ciemności nadeszła następna fala uderzeniowa przeszywając silnym wstrząsem wszystko co tylko napotkała na swej drodze rozciągając swój zasięg. To uderzenie sprawiło, że skóra Ayane przecięła się w wielu miejscach, tworząc głębokie rany.
-Kwadra.
Kula zapełniła się do połowy jaskrawym światłem. Każda kolejna fala była coraz to mocniejsza i zadawała coraz to większe obrażenia. Technika Faz Księżyca była niewątpliwie bardzo potężną i skuteczną techniką, jednak jak każde jutsu miała jeden istotny mankament: wymagała wiele chakry i mogli z niej korzystać jedynie członkowie klanu Santuro. Shilow odkładała na ten moment wszystkie siły, posługując się swoim kekkei genkai, które zabierało jej niewiele chakry i pozwalało wykorzystywać ogniste jutsu do bólu.
Wtem w kuli poczęły powstawać prześwity, w końcu zostawiając po sobie czarne pierścienie oplatające Santuro. Jej źrenice były zwężone do granic możliwości, a widoczne znamię na twarzy rozgałęziło się nieco w dwie strony zachodząc prawie na cały policzek i święcąc przy tym jaskrawym lazurem. Przyszedł czas na Ostatnią Fazę. Shilow wykonała ruchy dłońmi i stopami rysując okrąg wokół siebie, po chwili zaczynając się obracać z niewyobrażalną prędkością.
-Pełnia!
Cała kula zapłonęła oślepiającym światłem zakrywając całą postać kunoichi i stając się wierną repliką księżyca w pełni. Ayane przesłaniała oczy rękoma, nadal nie mogąc uwierzyć w to co widzi. Nie minęło nawet pół sekundy, gdy kula zaświeciła pełnym blaskiem księżyca, a z jej powierzchni ze wszystkich stron naraz zaczęły wystrzeliwać tysiące shurikenów, senbonów i kunai. Chwilę potem nadal nie przerywając ataku kula wydobyła z siebie najpotężniejszą falę jak dotychczas i przeszyła całą okolicę w promieniu wielu kilometrów wywołując potężny wstrząs. Ostrza broni raniły każdy skrawek ciała bordowowłosej. Przez chwilę chroniła się za wodną kopułą wykorzystując resztki chakry. Na jej nieszczęście, chakra zaraz się skończyła, a jej ciało okryła chmura błyszczących kling. Czuła każde ostrze wbijające się głęboko w jej ciało, przerażający ból jakiego jeszcze nigdy nie doznała. Miała ochotę wyć z bólu, jednak krtań nie chciała wydać żadnego dźwięku. Kiedyś słyszała wiele legend na temat klanu Shilow. Każda z nich głosiła, że klan Santuro to jeden z najpotężniejszych klanów, a zarazem jeden z najstarszych, a swe korzenie ma właśnie tu - w Konoha-Gakure. Niegdyś bardzo liczny, jednak po wojnie i ataku Dziewięcio-ogoniastego liczba członków zredukowała się z setek do zaledwie kilkunastu. Technika, którą użyła jej przeciwniczka zapewne była atutowym jutsu ich klanu. Była to niewątpliwie zabójcza technika, która mogła wykończyć nie jednego ninja, a cały oddział.

Pierwsza fala uderzeniowa jaka dotarła do stadionu spowodowała tylko i wyłącznie, że każdy shinobi wyczuł duże ilości chakry. Jednak z każdą kolejną narastały wstrząsy. Na początku niewielkie, wywoływały zaledwie małe mrowienie w podeszwach butów. Jednak ostatnia fala spowodowała, że ziemia się zatrzęsła, a wraz z nią stadion. Wszyscy siedzieli skamienieli zastanawiając się co mogło wywołać trzęsienie. Jednak były pewne osoby, które stały z szerokimi uśmiechami na twarzy. 'Moja szkoła. Spisałaś się, Shilow.' - pomyślał starzec z dumą na twarzy.
-Co to ma znaczyć do cholery?! - Wrzasnęła zbulwersowana Tsunade. - Co one tam wyrabiają?! Chcą mi wioskę zniszczyć?!
-Uspokój się, Czcigodna. Te wstrząsy spowodowała Shilow, jedną z najpotężniejszych technik Klanu Santuro. - Rzekł Getsukage z błogim spokojem i szczerym uśmiechem na twarzy.
Nie mały szok malował się na twarzy Piątej, która z głośnym świstem opadła na fotel. Nie tylko ona była zdumiona zaistniałą sytuacją, Kazekage siedział prosto na swoim fotelu wciąż nie mogąc otrząsnąć się ze zdziwienia. 'Jak taka młoda, drobna kobieta może wywołać takie coś?'
Podczas, gdy dwóch Kage siedziało w kompletnym milczeniu, Shigeru stojąc wraz z Saori i Saburo na tarasie władców zastanawiali się co też skłoniło Shilow do takiego kroku. Czyżby Ayane była naprawdę tak silna, że było to konieczne? Konsternacyjną ciszę przerwał głos zniecierpliwionego Shigeru.
-Hideki-sama, czy mogę już wyruszyć za siostrą?
-Zostało jeszcze 20 minut. Jeśli po upływie tego czasu nie zjawi się, macie natychmiast za nią wyruszyć.
-Dobrze. - Odpowiedzieli zgodnie, w pełni gotowi do drogi.
Każde z nich martwiło się o siostrę, ta technika wyczerpywała praktycznie całą chakrę. Dla kogoś kto używał jej pierwszy raz mogła skończyć się śmiercią. W głębi serca jednak wierzyli, że Shilow żyje. W tym samym momencie na balkonie Kage zjawił się nie kto inny jak Uzumaki Naruto, który na wejściu zdziwił się miną Hokage.
-Babciu Tsunade wszystko w porządku? Jesteś blada jak ściana.
Wzrok jasnowłosej przeniósł się na blondyna z iskierkami furii. Nie musiała mu odpowiadać, jej mimika twarzy wyrażała jedynie - 'Jeszcze jedno słowo, a Cię rozgniotę na kwaśne jabłko, Uzumaki.'
Normalnie by dalej dociekał o powód jej bladości nie zważając na te ostrzegawcze sygnały, jednak teraz był zainteresowany zupełnie czymś innym.
-A tak w ogóle, to co to było za trzęsienie?
-Och, drobnostka. - Rzuciła niedbale Saori. - To tylko Shilow.
Naruto wybałuszył oczy jakby ducha zobaczył, a jego szczęka tępo opadła w dół. Stał tak, aż w końcu otrząsnął się wraz z krótkim i dosadnym:
-OŻEŻ W MORDĘ!
komentarze [10]

Rozdział VI - Historia zapomnianej przyjaźni. Cz.1/2 >> niedziela, 27 lipica 2008 18:09:32
Para wodna spowiła cały stadion. Zerwała się wichura, a nad Konohą poczęły zbierać się ciemne chmury. To nie był dobry omen. Ulice wioski stały opustoszałe, a Ci, którzy nie przyszli oglądać poczynań ninja skryli się w swoich domostwach. Inni wyczekiwali na trybunach pod osłoną zadaszenia. Po wodnym smoku zostały tylko kłęby pary. Jounin stojący na tarasie Kage wypatrywał rozpaczliwe swej siostry. W tym samym momencie, tuż obok niego z obłoku dymu wyłoniły się dwie postaci. Kunoichi Getsuei podtrzymywała zmordowaną i wycieńczoną Temari. Owy mężczyzna przejął siostrę i gdy miał złożyć litanię podziękowań, okrył ją dym, by zaraz mógł ujrzeć na jej miejscu czarną pumę. Jego siostra wskazała dłonią na arenę.
-Ona jest tam...-Wydusiła słabym głosem.

Wiatr rozwiewał parę wodną, a przed jej oczami zamajaczyła kobieca figura. Nie musiała nawet jej widzieć, wszędzie by rozpoznała tą chakrę. Zasłona oparów odsłoniła znajomą i tą samą chłodną, surową twarz. Wysoka kobieta o długich bordowych włosach spiętych niedbale w kok. Wraz z jej wzrokiem powrócił smutek, żal i ból. Ogromny ból zadany przez najlepszego przyjaciela. Shinobi spojrzała w niebo zatopione w barwach szarości i granatu. Pojedyncza kropla deszczu spadła na jej policzek, a silny podmuch wiatru smagał włosami po delikatnych cerach.
-Długo czekałam na tę chwilę, Shilow-kun. - Odezwała się chłodno bordowowłosa.
Odpowiedziała jej cisza. Kunoichi stojąca naprzeciw niej, jakby nie usłyszała jej słów. Nadal stała wpatrując w nieboskłon z kamienną twarzą.
'Tamtego dnia też padał deszcz...' - przemknęło przez myśl Shilow.

Tego dnia nad wioską Księżyca wezbrały ciemne, burzowe chmury. Drobny deszcz uderzający jednostajnie w ziemię. Ludzie pochowani w ciepłych domach, zamknięte sklepy, stragany. Opustoszałą ulicą zmierzała w znanym sobie kierunku samotna postać. Niska, szczupła dziewczyna z rozpuszczonymi włosami opadającymi na ramiona. Nie była już tą samą roześmianą dziewczynką jak rok temu. A mimo wszystko, mimo wszystkich przeciwności losu i ciągłych przeszkód rzucanych jej pod nogi szła przed siebie z delikatnym uśmiechem na twarzy. Szła w stronę polany, na której zawsze trenowała wraz z dwoma najlepszymi przyjaciółkami. Nigdy nie przeszkadzała im pogoda, chłód. Wystarczyło tylko, że były one. Trzy najsilniejsze kunoichi Getsuei-Gakure. Los połączył ich życia pewnego dnia i odtąd były nierozłączne. Każda z nich wiedziała co to samotność, odrzucenie i utrata rodziców. Być może właśnie to je połączyło i dawało siłę do spełnienia marzeń. A dziś miał być dzień jak każdy. Miała wejść na polanę by ujrzeć dwie uśmiechnięte twarze przyjaciółek, potem wspólnie trenować ich tajną formację Ka-Shi-Ay. Miały spędzić cały dzień razem utwierdzając się przekonaniu, że ich przyjaźń nigdy nie przeminie. Jakże bardzo się myliły.
Gdy tylko stopa Shilow dotknęła soczystej trawy, oczy ujrzały nie ten widok co chciały. Dwie zakrwawione kunoichi stojące naprzeciw siebie mierzące w swe serca kunai. W tym momencie czas dla niej stanął, coś sprawiło, że zastygła i nie mogła się poruszyć. Czy to był strach, przed tym czego obawiała się najbardziej? Dalej była to tylko kwestia sekund. Z ust Shilow wydostał się rozpaczliwy krzyk widząc jak dziewczyna ubrana w zielone kimono, z rudymi, krótkimi włosami upada na kolana z ostrzem wbitym głęboko w serce. Nogi same podążyły w tamtą stronę, ramiona złapały przyjaciółkę, a z oczu poleciały gorzkie łzy. Trzymała głowę rudowłosej na kolanach, której z kącików ust spływały strużki krwi. Blada cera, nieliczne piegi i oczy zielone niczym szmaragd, które teraz okryła mgła.
-Kasumi...- Odezwała się chrypliwym głosem - Nie rób mi tego. Nie odchodź. Nie teraz, Kasumi...
-Cieszę się, że tu jesteś Shilow. Cieszę się, że mogę umrzeć przy Tobie. - Uśmiechnęła się próbując przebić grymas bólu. Pogodziła się już z myślą, że to jej koniec.
-Nie mów tak. Proszę Cię nie mów tak. Nie umrzesz. Nie możesz. - Głos z każdą chwilą łamał się co raz bardziej.
-Jesteś dla mnie jak siostra i...Ty również Ayane.-Powiedziała spoglądając na dziewczynę, o długich, bordowych włosach, której ostrze broni przed chwilą zatopiło się w jej ciele. Te słowa ukuły mocno, a kamienna twarz jaką dotąd miała przybrała nieznany wyraz. Żal? Współczucie?
-Mam nadzieję, że mi wybaczysz, Kasumi.-Odezwała się cierpko i ruszyła wolnym krokiem przed siebie.
W tym samym momencie rudowłosa syknęła z bólu, puls zaczął zanikać, a krew co raz bardziej odchodziła z jej ciała wprost na przyjaciółkę pochylającą się nad nią.
-Kasumi! Błagam, nie zostawiaj mnie!
-Przepraszam...
Jej szept rozniósł się cicho na wietrze, powieki zamknęły zmęczone oczy, a głowa opadła bezwładnie na bok. Ręka, która przed chwilą ściskała kurczowo dłoń kunoichi, teraz zwolniła uścisk spoczywając na ciele. Shilow patrzyła bezradnie na jej martwą twarz, kropelki łez spadły na zakrzepniętą krew. Przytuliła mocno przyjaciółkę, wiedziała, że to wspomnienie zawsze będzie ją prześladować. Wyryło się w jej pamięci robiąc dużą skazę na psychice nastolatki. Pamiętała każde słowo, każdą chwilę, które za każdym razem przyprawiały o wyrzuty sumienia. Gdyby się pośpieszyła, Kasumi by żyła. Nie doszłoby do żadnej walki. Shilow delikatnie ułożyła zwłoki na trawie przywracając trzeźwe myślenie.
-Czemu to zrobiłaś?! - Jej rozpaczliwy krzyk sprawił, że Ayane zatrzymała się i obróciła.
-Naprawdę chcesz wiedzieć?
Jednak ona jakby nie słyszała, dalej z jej ust wydobywały się te same słowa, a oczy błądziły po drżących dłoniach pełnych od krwi.
-Czemu...Byłyśmy jak siostry...Tyle lat przeżyłyśmy razem...Tyle wspaniałych chwil...Czemu, Ayane...Czemu...
Zabójczyni spuściła wzrok i zacisnęła mocno pięści.
-Nigdy nie należałam do tej wioski. Urodziłam się w Kiri-Gakure, a to była moja misja. To był sprawdzian, czy potrafię zabijać bez skrupułów nawet swoich przyjaciół. Chcieli mnie sprawdzić, czy jestem godna nosić mienie ninja Wioski Mgły.
-Ale...Jak to się stało..? Nigdy nie byłaś po za wioską bez Nas.
-Podczas testu wytrwałości. Mieliśmy miesiąc na znalezienie tamtych zwojów. Myślisz, że czemu nie zdałam? Uciekłam. Chciałam zobaczyć wioskę, w której żyli moi rodzice i w której się urodziłam. Przez ten miesiąc trenowałam tam, by potem przejść próbę. Widzisz, Shilow-kun...Kasumi była najsłabsza z Nas, ty też miałaś dziś leżeć tu martwa obok niej. Ale jestem jeszcze za słaba, bym mogła się z Tobą zmierzyć, mimo iż znam twój słaby punkt. - Dziewczyna spojrzała na nią uważnie chłonąc każde słowo. Wciąż nie mogła pogodzić się, że to właśnie im się przytrafiło. Że przyjaźń, która miała trwać wiecznie, właśnie wygasła. Szybko jednak wyrwały ją z szoku dalsze słowa shinobi - Ty i Kasumi zawsze, za wszelką cenę chroniłyście życie innych ludzi. Byłyście zdolne oddać własne, byle by inni żyli. Ja nigdy taka nie byłam i nigdy Was nie rozumiałam. Ale przyjdzie czas, w którym będę gotowa. Wtedy odnajdę Cię choćbyś była na krańcu świata i obiecuje, że odbędzie się ten pojedynek.
Do zobaczenia, Shilow.
Jej postać biegła przez zacinające strugi deszczu, nie powstrzymywała jej, nie musiała - ona nigdy nie rzucała słów na wiatr. Zacisnęła mocno pięści i otarła łzy. Przysięgła sobie, że teraz będzie trenowała jak nigdy, żyjąc zemstą i pragnieniem by stać się najlepszą. Poprzysięgła sobie, że pomści Kasumi i wielką przyjaźń, która niegdyś złączyła tą trójkę.
-Będę czekać, Ayane-kun.


Wszystkie wspomnienia związane z dwoma przyjaciółkami teraz przewijały się przed jej oczami, roześmiane twarze, wspólne misje, treningi. Zwierzenia, zawsze były razem. Zawsze się wspierały w wspólnym dążeniu do marzeń. To wspomnienie wyryte tak głęboko w pamięci Shilow, teraz na nowo obudziło w niej te same uczucia z podwojoną siłą. Wszystko wróciło, w momencie, gdy przestało ją kusić pragnienie zemsty, w chwili gdy oddała się swojej prawdziwej drodze shinobi. Po twarzy kunoichi spłynęła pojedyncza łza, która zaraz zniknęła otarta rękawem koszuli. Rozejrzała się dookoła. Setki ludzi siedzących na stadionie, wśród nich jej rodzeństwo, przyjaciele, znajomi.
Bordowowłosa podchwyciła jej spojrzenie, po chwili słysząc znajomy głos.
-Już myślałam, że zapomniałaś.- Powiedziała uśmiechając się gorzko.
-Nie zapomniałabym, tylko ta chwila napędzała mnie do treningów we Mgle.
-A więc to dziś stoczymy upragnioną walkę.
-I nareszcie będę mogła Cię zabić.
-Ale zanim zaczniemy, mam warunek. - Ton jej głosu zmienił się stanowczy, już nie była tą samą małą dziewczynką patrzącą bezradnie na czyjąś śmierć.
-Słucham.
-Nie będziemy walczyć tu. Jest za dużo osób, a to tylko nasza walka.
Ayane uśmiechnęła się szyderczo.
-Ty nigdy się nie zmienisz. Zawsze będziesz stawiać życie innych ponad swoje?
Shilow zignorowała jej pytanie patrząc chłodnym wzrokiem.
-Znam idealne miejsce na granicy Kraju Ognia.
-Nie sądzisz, że to trochę za daleko? - Odparła głosem przesiąkniętym ironią.
-W sam raz. Ale będziesz musiała chwilę poczekać. Chcę się upewnić, że nikt nam nie przeszkodzi.
-Czekałam trzy lata, nie zbawi mnie pięć minut. - Prychnęła.
Uśmiechnęła się mimowolnie - 'Nic się nie zmieniłaś, Ayane-kun.'
Zjawiła się na balkonie Kage, podchodząc czym prędzej do Shigeru.
-Co ona tu robi? - Warknął złowrogo.
-Nie przyszłam tu po to by Ci tłumaczyć. Obiecaj mi coś.
-Ale co?
-Obiecaj, do cholery! - Syknęła siarczyście, w ogóle nie zwracając uwagi na trzech feudalnych siedzących tuż obok nich.
-Dobrze, spokojnie. Obiecuję.
-Zajmij się dobrze naszym rodzeństwem. I moją kochaną Shadow. - Pogłaskała pumę po głowie kucając.
-O czym ty w ogóle mówisz? Chyba nie zamierzasz z nią walczyć?
-Nie udawaj głupiego. Dobrze wiesz, co zamierzam.
Nagle ton jej głosu złagodniał i odezwała się nieco ciszej:
-Mogę nie wrócić, Shigeru. - Swój smutny wzrok przeniosła na nieodłączną towarzyszkę. - Ty musisz tu zostać. Bądź grzeczna, Czarnulko.
Zapadła konsternacyjna cisza, którą przerwała Ayane, swoim zjawieniem się. Bez słowa usiadła na poręczy tarasu w kusych spodenkach, patrząc wyczekująco na swoją przeciwniczkę.
-Nie odpowiedziałaś mi.
-Nie muszę. - Łypnęła na nią wzrokiem odwracając się plecami. Nagle poczuła silny uścisk na ramieniu.
-Chcesz walczyć w odludnym miejscu, bo boisz się, że mogłoby mi coś odstrzelić i zraniłabym kogoś Ci bliskiego? Zapobiegając czyjejś śmierci, nie zwrócisz życia Kasumi. Przestań wreszcie myśleć o innych, nudzisz mnie tym.
-Kasumi by żyła, gdybyś jej nie zabiła. - Syknęła jadowicie ze spuszczoną głową. Po chwili podniosła wzrok i zobaczyła narastający niepokój w oczach brata. Popatrzyła na resztę, która w milczeniu się im przysłuchiwała. Sięgnęła po shuriken, który zaraz trafił w ścianę za głową jasnowłosej Hokage.
-Wyłaź.
Cisza. Shigeru u granic wytrzymałości złapał skrzynię przy ścianie, która po chwili zamieniła się w Naruto.
-Skąd wiedzieliście?
-To podstawowa umiejętność w ANBU, Drogi Naruto. - Odpowiedział spokojnie Getsukage zaciągając się przy tym tytoniem z drewnianej fajki. Blondyn wybałuszył oczy, całkiem zapominając o dobrych manierach (czy kiedyś w ogóle je miał?) i wskazał palcem na dziewczynę.
-Tylko mi nie mówcie, że ona jest w ANBU!
-Nie tylko ona, ja też. - Teraz jego tępy wzrok skierował się na ciemnowłosego.
-No, no, Shilow. Nie wiedziałam, że aż tak się podszkoliłaś przez te trzy lata. - Odezwała się bordowowłosa z ironią.
-Umiem o wiele więcej, niż się spodziewasz.
Kącik jej ust uniósł się nieznacznie do góry. 'O wiele więcej...'
-Czas na nas, Ayane.
Zawiązała pieczęci i mruknęła coś niezrozumiałego pod nosem. Po chwili jednak burknęła chłodnym tonem:
-Jeszcze jedno: Nikt ma za nami nie podążać.
W tym momencie dotknęła ramienia ciemnowłosej i zniknęły.

-Nie wspominałeś, że Shilow i Shigeru są w ANBU. - Mruknęła Piąta.
-Owszem. Uznałem, że to bezużyteczna informacja, skoro i tak są tu służbowo jako normalni jounini. - Odpowiedział patrząc na sfrustrowanego Shigeru, który stał przy poręczy zaciskając na niej pięści ze złości. Został tylko on, Naruto i feudalni. Zaledwie minutę temu stały tu jeszcze dwie najsilniejsze kunoichi swych wiosek, a teraz zostało tu puste miejsce by mogły stoczyć tak długo oczekiwany pojedynek.
Po krótkiej przerwie Hokage ogłosiła dalsze walki. Naruto mimo, iż był uczestnikiem i nie wolno było mu tu przebywać w czasie egzaminu, ani śnił się stąd ruszyć. Stał obok brązowowłosego, gdy ten nagle się odezwał:
-Hideki-sama, wyruszam za Shilow. - Powiedział stanowczo.
-Nie, zostajesz tu.
Cała pewność chłopaka ulotniła się w jednej chwili.
-Czemu? To moja siostra!
-A ty jesteś jej bratem i powinieneś jej zaufać! Ja w nią wierze, Ty też powinieneś.
-Ale ja wierzę, tylko martwię się o nią.
-Nie tylko Ty Shigeru, ale wiem na co ją stać. W końcu to ja ją trenowałem i uczyłem jak ma się obchodzić z własną mocą.
-Tylko ty to potrafiłeś, Getsukage.
Starzec uśmiechnął się sentymentalnie na wspomnienia związane z małą niegdyś dziewczynką.
Shinobi popatrzył w twarz poczciwego Hidekiego. Zawsze był wyrozumiały i na kilometr emanowało od niego ciepło. Westchnął ciężko - 'Hideki-sama ma rację. Powinienem bardziej ufać Shilow.'
-Widzę twoje zakłopotanie, chłopcze. Jeśli to Ci jakoś ulży... - Powiedział spoglądając na zegarek. - To za równe trzy godziny będziesz mógł wyruszyć za siostrą, jeśli do tego czasu nie wróci.
-Dziękuje, Getsukage-sama.
Więcej już się nie odezwał, obserwował walki wyczekując. Naruto opuścił taras Kage, gdyż wypadła jego kolej, lecz potem już nie wrócił. Tymczasem staruszek Hideki zatopił się w swych planach dotyczących rodzeństwa Santuro i ANBU. Już od dawna miał w zamiarze stworzyć swoją prywatną jednostkę bojową. A ponieważ, każdy oddział skrytobójców składał się z pięciu członków, czekał tylko aż Saori i Saburo zostaną jounin'ami, a wtedy od razu przydzieli ich do grupy. Został mu tylko jeden problem: znalezienie dobrego medyka.
Podczas, gdy on rozmyślał, Tsunade siedziała znudzona obok niego, a zaraz za nią milczący Kazekage.
'Ile bym dała by zobaczyć tamtą walkę, na pewno jest dużo ciekawsza niż te tu.' - Pomyślała z goryczą jasnowłosa.

Głucha cisza na skraju granic, mącona szumem wodospadu i hukiem grzmotu gdzieś w oddali. Co jakiś czas ciemne chmury przeszywały jasne błyskawice, deszcz lejący jak z cebra znajdował swój rytm i uderzał miarowo w skalne podłoże. Dwa rosłe posągi wykute w skale i pilnujące wodospadu, postawione tu od niepamiętnych czasów. Legenda mówi, że wzniesiono je na cześć walki dwóch przyjaciół, których drogi się tu rozeszły. Na podobiznach potężnych Shinobi stały naprzeciw siebie dwie kunoichi. Jedna z nich na głowie Pierwszego Hokage, druga zaś na jego dawnym przyjacielu, którym był Uchiha Madara, uważany za założyciela wielkiego niegdyś - klanu Uchiha.
Już zapewne nie raz w tym miejscu kończyła się wspólna droga dwóch przyjaciół. Tym razem też tak miało być. Dolina Końca okalana bujną fauną i potężnym wodospadem, którego wody wiły się przez granice Kraju Ognia, by potem móc wpaść do bezkresnego morza przepadając na zawsze. To tu raz na zawsze miało zniknąć wspomnienie tak wielkiej kiedyś przyjaźni. Teraz znów miał tu się stoczyć pojedynek o dawne więzi. Dwa spojrzenia wpatrzone w siebie z zaciętością, śledzące każdy, nawet najmniejszy swój ruch. Przemoczone ubrania przylegające do ciał, po których spływały strumyki wody. Lecz one tego nie czuły, żadnego chłodu, deszczu. Słyszały jedynie równomierne bicie własnego serca i głęboki oddech. Dla nich czas wciąż stał od tamtego wydarzenia sprzed trzech lat. Tylko tamtą chwilą żyły, a dziś miał nadejść dzień, w którym zegar znów ruszy.
Stały długo, lecz wystarczyła sekunda. Jedna chwila. Ruszyły w swoją stronę dzierżąc miecze w dłoniach. Odbijając się od krawędzi skoczyły ku sobie nad przepaścią, ich ostrza spotkały się wydając charakterystyczny zgrzyt. Siła z jaką natarły na siebie odrzuciła je do tyłu, po czym zaczęły opadać w dół. Spadały zaledwie parę sekund, a już zdążyły rzucić w siebie kilka shurikenów. Każdy jednak chybił. W momencie, gdy tylko ich stopy dotknęły tafli wody od razu ruszyły na siebie. Ostrza co chwila stykały się, podczas gdy ciała unikały ciosów z zaskakującą zręcznością. Kunoichi co chwila nacierały na siebie z co raz to nowszą siłą.
-Nie pokonasz mnie. - Syknęła Ayane, gdy klingi mieczy skrzyżowały się.
-To się jeszcze okaże. - Powiedziała pewnie jej rywalka uśmiechając się łobuzersko.
Ledwo słowa dotarły do jej uszu, a oczy zarejestrowały jak Shilow schowała swoje wakizashi, uchylając się przed jej kataną. Ayane dostała pięścią w brzuch, nawet nie zdążyła zgiąć się z bólu, bo zaraz oberwała prawym sierpowym w twarz. Odskoczyła od swej przeciwniczki i dotknęła ręką ust. Widząc krew na palcach zacisnęła je ze złością - 'Nie będę się z nią cackać.'
Shilow obserwowała rozjuszoną Ayane. Po chwili ujrzała jak ta szybko zawiązuje pieczęci, zdążyła jednak zauważyć poszczególne z nich.
-No to się wkopałam... - Mruknęła z niesmakiem, widząc potężną falę, która lada chwila miała w nią uderzyć.
Przeskoczyła szybko na skalną ścianę i poczęła biec po niej w górę, zwinnie omijając kolejne fale uderzające w klif. Po chwili wszystko ucichło. Dziewczyna zatrzymała się i rozejrzała uważnie. Ciemnowłosej nigdzie nie było, a po ścigającej ją fali ślad również zaginął. Na chwilę straciła czujność, co okazało się wielkim błędem. W ułamku sekundy ogromna fala wody przygwoździła ją do skały. Dało się słyszeć przeciągły syk jaki zawsze towarzyszy przy spotkaniu wody z ogniem. W miejscu gdzie powinno być teraz zmasakrowane ciało kunoichi, wisiała ognista kula przytwierdzona do skalnej płaszczyzny. Po chwili zaczęła spadać w dół zmniejszając się, aż w końcu została tylko postać kobiety. Stanęła na tafli wody - tym razem czujna - i obserwowała co Ayane zamierza dalej zrobić. Jej oponentka stała naprzeciw niej z cwanym uśmieszkiem, który zmylił nieco Shilow. Nagle poczuła przeszywające zimno stali na plecach. I wtedy zrozumiała. Genjutsu. Wraz z przyswojeniem sobie tej wiadomości natychmiast się z niego wydostała. Ledwo to zrobiła, a usłyszała ciche słowa:
-Suiton, Ja no Kuchi.
W tym samym momencie spod lustra wody wyłoniła się pokaźnych rozmiarów paszcza węża. Shinobi nie wahała się ani chwili. Sięgnęła po swoje wakizashi i wykonała zamaszysty ruch ostrzami.
-Kaze Kiri!
Dwa strumienie wiatru, które wydostały się spod kling mieczy, przecięły głowę gada rozpryskując wodę naokoło. Shilow ruszyła gwałtownie w stronę przeciwniczki rzucając w nią kilkunastoma kunai'ami naraz. Bordowowłosa zaśmiała się kpiąco z łatwością odbijając broń.
-Ty naprawdę myślisz, że zrobisz mi coś tymi nożykami?
-"Tymi nożykami" pewnie nie. Ale tym z pewnością.
Kolejna porcja sztyletów skierowała się w stronę Ayane. Jednak tym razem dziewczyna ich nie ominęła, gdyż kunai'e były nawleczone na żyłki przez co wracając zraniły ją poważnie po nogach. Dodatkowo w cieniu każdego sztyletu były ukryte senbony, które boleśnie wbiły się w newralgiczne miejsca z aptekarską precyzją.
-Suka. - Syknęła ciemnowłosa wyjmując igły z ciała.
-Nie schlebiaj sobie. - Rzuciła z wyraźnym rozbawieniem Shilow, doprowadzając tym rywalkę do białej gorączki. Nie zdążyła nawet machnąć ręką, a Ayane zawiązała odpowiednie pieczęci z prędkością światła. Tuż nad jej głową uformowała się duża, owalna kula wody, z której w tej samej sekundzie zaczęły wystrzeliwać tysiące ostrych strumieni po chwili zamieniających się w rozmaitą broń. Kunoichi z Kiri działa tak szybko i pod wpływem takiej furii, że większość sztyletów wbiła się w skały, po których niedługo potem uciekała Shilow zręcznie przeskakując z ostrza na ostrze. W momencie, gdy znajdowała się już w powietrzu by zaraz móc przeskoczyć na następny sztylet, dwa shurikeny wbiły się w jej lewe udo. Kunoichi nie zdążyła złapać się wbitego nieopodal kunai i poczęła spadać w dół wprost na ostre kamienie tuż przy wodospadzie. W ostatniej chwili wyjęła miecz z pochwy i wbiła w klif, ratując się tym samym przed upadkiem. Rozhuśtała się na jednej ręce, którą dzierżyła wakizashi i skoczyła w górę, robiąc salto i lądując stopami idealnie na tsubie. Ciemnowłosa nie poprzestawała ataku nawet na chwilę, nadal wyrzucała z kuli niezliczone ilości broni z szybkością karabinu maszynowego. Mimo, że traciła przy tym dużo chakry i ciężko dyszała to nie zwracając na to uwagi nie przerywała ofensywy. Kunoichi Getsuei nie miała innego wyjścia jak ucieczka przed co raz to nowszymi porcjami ostrzy. Przestała już nawet zliczać ile wbite w jej ciało było kunai, shurikenów czy senbonów, a co potem odczuła parę igieł było zatrutych. Nie wiedziała jednak czy jad był dość słaby czy jej organizm tak silny by móc dalej swobodnie się poruszać. Pędziła przed siebie starając się omijać cały arsenał w nią wymierzony, lecz w pewnym momencie kunai przeszył materiał jej koszuli przytwierdzając ją mocno do ściany. Gdyby nie cofnęła ciała, to mało by brakowało, a wykrwawiała by się teraz z rany w boku. Ale teraz miała większy problem, kunai wbił się głęboko w ścianę wraz z sporą częścią materiału uniemożliwiając tym samym dalszą walkę. Wzrok Shilow rozpaczliwie szukał jakiegokolwiek ostrego narzędzia w pobliżu. Nagle dostrzegła wbity sztylet niedaleko niej, który miał stać się jej wybawieniem z opresji. Wyciągnięcie dłoni w wyznaczonym kierunku stało się trudniejsze niż myślała. Niby taka mała różnica, tak mało jej brakowało, zaledwie kilka centymetrów. 'Jeszcze trochę, troszeczkę...' - Wyciągała ciało jak tylko mogła jednak na niewiele się to zdało. W końcu pod wpływem presji i dużego wkurzenia z dłoni popędziły dwa cienkie strumienie ognia, które zaraz owinęły mocno ostrze i jednym ruchem wyciągnęły kunai dostarczając go wprost do dłoni kobiety. Szybko odcięła duży kawał koszuli, który nie pozwalał jej na swobodne ruchy, unikając tym samym spotkania ze skoncentrowanym strumieniem wody. Opadając w dół zawiązała pieczęci.
-Katon, Hibashiri.
Z jej ust wydobył się płomienny okręg pędzący w stronę Ayane, ta jednak z dziecinną łatwością przekroczyła go z kpiną na twarzy. Nie spodziewała się jednak, że okręg wróci. Shilow wykorzystała chwilę nieuwagi przeciwnika i szybko zawiązała kolejne pieczęci.
-Fuuton, Kami Oroshi.
Potężny pocisk powietrza popędził w stronę ciemnowłosej, a gdy tylko okręg z płomieni znalazł się tuż za kunoichi, wraz z połączeniem z powietrzem powstała potężna fala ognia rozprzestrzeniająca się w zastraszającym tempie i zamykająca Ayane w środku "kokonu z ognia". Shilow nie czekała ani chwili dłużej. Zamaszystym ruchem wyciągnęła ramiona przed siebie z których poczęły się wić potężne płomienie oplatające szczelnie tunel niczym wąż swoją ofiarę. Gdy płomienie spowijały cały "kokon", wyciągnięta przed siebie pięść kunoichi zacisnęła się gwałtownie, doprowadzając tym samym do spalenia wszystkiego co było w jego wnętrzu. Po innym ninja zostałby tylko proch, w skutek ataku Kasai Kyuu. Jednak, gdy płomienie wygasły, w miejscu kokonu kłębiły się resztki pary wodnej. W tej samej chwili Shilow poczuła zimne ostrze zatopione w jej boku, a z kącików ust dziewczyny spłynęły strumyczki krwi.
-No, Santuro. Prawie mnie miałaś. Mało brakowało,a byłoby po mnie. Jak dobrze, że na czas przyszło mi do głowy użyć wodnej podmiany. - Szorstki głos dobiegł do głowy dziewczyny, która w tym momencie wydała głośny jęk bólu. Poczuła zimny pot na ciele, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyła, jej uszy przestały rejestrować dźwięki jakby wszystko zagłuszając. Ayane szybkim ruchem wyciągnęła stal z ciała kunoichi, przyprawiając o jeszcze większe boleści. Shinobi z Księżyca przestała trzymać się na tafli wody i wpadła do wody osuwając się bezwładnie na dno. Spazmy bólu rozchodziły się po całym ciele, a oczy dostrzegały oddalającą się powierzchnię. Dopiero teraz poczuła działanie trucizny. Czuła jak rozchodzi się w całym ciele, osłabiając ją z minuty na minutę. 'Czy naprawdę nadszedł już mój czas? To...Koniec?' - Różne myśli przebiegały przez umysł młodej kobiety. Już miała pogodzić się z przegraną, z nadchodzącą śmiercią, lecz w tej samej chwili przed jej oczami zaczęli przewijać się różni ludzie, różne momenty jej życia. Odrzucenie przez ludzi, życie bez ojca, śmierć matki, wycieńczające treningi. A potem? A potem byli Oni. Przyjaciele. Weszli w jej życie nagle, z roku na rok powiększając swoją liczbę.
komentarze [11]

Rozdział V - Egzamin na Jounin'a. >> sobota, 14 czerwca 2008 12:38:08
Kunoichi kucając na dachu jednego z domów, obserwowała wioskę. Noc była ciepła, a ciemne niebo przyozdabiały miliony gwiazd. Pośród nich widniał księżyc w pełni, swą poświatą oświetlając okolicę. Na ulicach nie było żywej duszy, jedynie lekkie podmuchy wiatru bawiące się między koronami drzew i cichy szum rzeki dochodzący z zachodu. W oknach domów zgaszone światła, ludzie pogrążeni w krainie snów, tylko na murze otaczającym wioskę co jakiś czas było widać czuwającego strażnika. Ciepły powiew wiatru otulił jej twarz, a jej oczy utkwione były w księżycu. Tęskniła za wioską, ciągle po głowie krążyły jej te same myśli, te same pytania. Westchnęła ciężko i ruszyła w stronę kamiennych twarzy. Po pewnym czasie, siedząc na jednej z nich zobaczyła w oddali samotną postać na jednym z dachów. Nawet używając DarkEyes nie mogła rozpoznać kim była owa osoba, dzieliło ich kilkaset metrów. Ciekawość poprowadziła ją w tamtą stronę, przemieszczała się szybko i bezszelestnie. Gdy zbliżała się do celu, nagle znikł. Zaklęła pod nosem i ruszyła w drogę powrotną. Nawet, gdy była zatopiona w myślach ciągle miała wrażenie, że ktoś ją obserwuje.
Wślizgnęła się niepostrzeżenie do swojego pokoju, przebrała się i położyła. Przez dłuższą chwilę wpatrywała się w biały sufit, jej twarz oświetlało blade światło księżyca wpadające do pokoju, a pościel delikatnie otulała jej młode ciało rysując figurę. Niedługo potem jej powieki stały się ciężkie, co chwila zamykając się same. Shilow zasnęła i odpłynęła w daleką krainę, nie wiedząc, że owy nieznajomy, którego śledziła teraz siedział na parapecie jej okna obserwując jak śpi. Nawet Shadow była pogrążona w tak głębokim śnie, że nie wyczuła obecności obcego.
Nieznajomy był młodym chłopakiem, siedząc zadumany ze wzrokiem wbitym w piękną kunoichi. Zaintrygowała go, odkąd pierwszy raz ją zobaczył. Była tajemnicza i cicha. Wiedział, że byli podobni. Samotne spacery nocą, rozmowa myśli, pustka w sercu.

Shilow obudził ciepły oddech nad twarzą i zarazem pierwsze promienie wstającego słońca. Otwierając oczy napotkała się ze wzrokiem rozradowanej pumy.
-Dzień dobry, Czarnulko.
Puma w odpowiedzi cichutko zamruczała ocierając się o swoją panią. Dziewczyna skierowała się w stronę łazienki, w której niedługo potem wzięła prysznic.
Strużki wody spływały po jej nagim ciele przyprawiając o przyjemne ciepło. "To już dziś..." - Pomyślała kunoichi. Ten dzień zapowiadał się długi. Za kilka godzin miał zacząć się pierwszy etap egzaminu na jounin'a. Była ciekawa, jak to wszystko się odbędzie. Zastanawiała się nad wszystkim, gdy nagle przypomniała się jej poprzednia noc. Owy nieznajomy. Kim on był? Kim była ta zabłąkana dusza równie samotna tej nocy jak ona?
Po skończonej kąpieli owinęła ciało bawełnianym ręcznikiem i wycierając włosy weszła do pokoju. Dopiero teraz zauważyła leżący kwiat na parapecie. Podeszła bliżej, zostawiając na podłodze ręcznik, który mimowolnie wypadł jej z dłoni. Na płatki białej róży skapywały kropelki wody ociekające z wilgotnych jeszcze włosów kobiety. Wzięła delikatnie różę w ręce i przyłożyła do twarzy. W jej nozdrza uderzyła przyjemna woń kwiatu, a płatki subtelnie dotykały jej skóry. Patrząc na nią, poczuła ciepło w okolicy serca.
W tym samym momencie drzwi jej pokoju otworzyły się i stanęła w nich Saori.
-Wiedziałam, że już nie śpisz. Zawsze pierwsza wstajesz. - Powiedziała uśmiechając się.
Gdy miała coś jeszcze dodać, wtem jej wzrok skierował się na dłonie siostry.
-Od kogo? - Zapytała, nie przestając się uśmiechać.
Shilow spoglądała na kwiat z mieszanymi uczuciami.
-Sama nie wiem... - Odpowiedziała cicho, spuszczając spojrzenie.
Saori podeszła do Shinobi i objęła ją przyjacielsko widząc jak ta posmutniała.
-Pewnie za niedługo się dowiesz.
-Być może.
Saori odetchnęła z ulgą w duchu widząc jak na twarzy siostry rysuje się delikatny uśmiech.
-Choć Shilow, musimy już zacząć się przygotowywać.
-Dobrze.

Niecałe dwie godziny przed rozpoczęciem egzaminu, do apartamentu drużyny Księżyca wpadł nie kto inny jak Uzumaki Naruto.
-Dzień Doberek! Jak tam przygotowania?
-W porządku, Naruto.
Saburo właśnie wyszedł ze swojego pokoju, a na widok znajomego blondyna ucieszył się jak małe dziecko.
-Ooo! Siema, Naruto!
-Siemka, Saburo!
Podczas, gdy chłopcy zaczęli wymieniać się wrażeniami, Shilow i Shigeru zaczęli się powoli zbierać.
-Naruto, Ty również bierzesz udział w egzaminie?
-Tak, ale pewnie nie zdam.
-A to czemu? - Wtrąciła ciekawie Saori.
-Dopiero od dwóch miesięcy jestem chuunin'em, więc nie wiem jak to będzie.
-Nie gadaj takich bzdur. Na pewno zdasz.
-Naruto...
-Tak, Shilow?
-Jak zdasz na jounin'a stawiam wszystkim ramen u Ichiraku.
Naruto i Saburo wydali z siebie okrzyk radości.
-Och, zapomniałabym. Dzień po egzaminie zaczynamy trening, Naruto.
-Serio?
-Obiecywałam. Nie łamię danego słowa.
-Dzięki, Shilow.
-Podziękujesz jak Cię czegoś nauczę.
W tej atmosferze siedzieliby jeszcze długo, jednak Shilow i Shigeru musieli wyjść wcześniej.
-Czemu wychodzicie teraz?
-Idziemy zobaczyć się z lordem Hideki. Dzisiaj skoro świt przybył do Konohy.
-Pozdrówcie go od nas. - Powiedzieli razem Saori i Saburo.
Dwójka rodzeństwa oddzieliła się od reszty i udała do budynku Hokage. W biurze Piątej, zastali Tsunade oraz lorda Hideki. Władcy feudalni ustalili z nimi oraz z resztą później przybyłych jounin'ów szczegóły dotyczące egzaminu.
-Egzamin będzie składał się z trzech etapów. Pierwszy z nich będzie polegał na tym, że każdy chuunin dostanie trzy osobową drużynę pod opiekę i uda się z nimi po małe kryształy ukryte w Lesie Śmierci. Są dwa rodzaje kryształów: czerwone i niebieskie. Każda drużyna musi zdobyć przynajmniej dwa takie, by móc przejść do kolejnego etapu. Kilku wyznaczonych jounin'ów będzie spełniało funkcję przeszkodników, oczywiście wasza tożsamość będzie ukryta. Będą mieli dwa dni na dotarcie do wieży. Kto nie dotrze, lub nie będzie miał przynajmniej dwóch kryształów odpada. Drugi etap odbędzie się w tamtejszej wieży. Odbędą się tam krótkie pojedynki chuunin przeciwko chuunin'owi. Kto wygra pojedynek kwalifikuje się do następnego etapu. Trzeci będzie odbywał się dzień później na stadionie, ten etap będzie oglądała publiczność. Będą to znów walki, ale tym razem chuunin przeciwko jounin'owi. Nie będziemy patrzyli na to czy ktoś wygrał czy nie, ale jaką taktykę obejmował podczas walki i czy jego umiejętności są wystarczające. A teraz wyznaczymy was do określonych zadań.
Podczas, gdy wszystko było ustalane, uczestnicy egzaminu zaczęli zbierać się pod wejściem do Lasu Śmierci. Jak zwykle przywitała ich Mitarashi Anko, przydzieliła każdemu chuunin'owi drużynę oraz objaśniła zasady.

Podczas pierwszego etapu w środku Lasu Śmierci odbyło się kilka starć o kryształy. Saburo i Saori nie wtrącali się w żadne walki i dotarli jako pierwsi do wieży bez jakichkolwiek zadrapań czy ran, tak samo jak ich podopieczni. Shilow przywitała się z nimi na miejscu, w tym etapie nie brała udziału, podczas, gdy ich brat - Shigeru został wyznaczony jako przeszkodnik. Podczas, gdy dwójka rodzeństwa odpoczywała, przez następne godziny do wieży przybywali kolejni uczestnicy. W tym etapie odpadło osiem osób. Naruto przybył do wieży jako przedostatni. On i jego drużyna byli zadowoleni, lecz widać było, że są zmęczeni i miejscami lekko zadrapani. Gdy dotarli ostatni uczestnicy, rozpoczęto drugi etap. We wnętrzu wieży znajdowała się duża, zaokrąglona przestrzeń. Na wprost wejścia stał ogromny pomnik dwóch dłoni złączonych w pieczęć, nad nim natomiast był ekran, który zaraz miał ujawnić nazwiska osób biorących udział w pierwszej walce. Od pomnika na dużej wysokości rozciągały się ogrodzone balkony, na których czekali młodzi shinobi na swoją kolej. Walki się rozpoczęły, ekran wyświetlał kolejne nazwiska. Co chwila wchodzili nowi przeciwnicy, tocząc zaciekłą walkę, by wkrótce jeden z nich został wyniesiony na noszach, a drugi pozostał ciesząc się zwycięstwem i większą szansą na zdanie tego egzaminu. Trzej feudalni władcy przyglądali się walkom z osobnego balkonu wbudowanego w ścianę nad wejściem. Każdy śledził sprawne ruchy oraz najróżniejsze jutsu przyszłych jounin'ów. Saori trafiła się ładna blondynka, o długich włosach spiętych w kitkę. Kunoichi z Getsuei szybko rozgryzła jakie techniki stosuje. Były to głównie jutsu przejęcia kontroli nad umysłem. Nie było to proste zadanie, lecz dzięki upartości i wytrwałości Saori, owa Yamanaka Ino po chwili leżała nieprzytomna na podłodze. Dalej kolej wypadła na Saburo, który dość szybko poradził sobie ze swoim przeciwnikiem. Był to chuunin z Wioski Ukrytej Mgły, przybył tu wraz z dwiema kunoichi oraz swoim sensei, stosował wiele technik wodnych, jednak nie były one w stanie pokonać ziemne techniki Saburo.
Shilow obserwowała wszystkie walki, stojąc obok lorda Hideki. Gdy na ekranie pojawiło się znajome nazwisko, dziewczyna wytężyła wzrok. Brązowowłosy wraz ze swym nieodłącznym towarzyszem stanął naprzeciwko wysokiego bruneta z grzywką opadającą na jedno oko. Pochodził z Iwy i nie sprawiał wrażenia miłego chłopaka. Gdy egzaminator dał znak by mogli zacząć, nie wahali się ani chwili. Po chwili, gdy Kiba użył Juujin Bunshin biały pies zamienił się w kopie swojego właściciela. Chłopak z Wioski Skały nie dostał łatwego zadania, walcząc z dwoma przeciwnikami naraz. W walce wręcz co raz bardziej nie dawał sobie rady, jednak wyratował się silnym jutsu ziemi. Akcja toczyła się bardzo dynamicznie, gdy jedna ściana skały tylko powstawała, od razu była rozkruszana na miliony kawałków przez Gatsuuge Kiby i Akamaru. Przeciwnik Kiby starał się unikać jego ciosów, lecz nie wychodziło mu to za dobrze przy spadającym poziomie chakry. Wystarczyło kilka mocnych uderzeń, a upadł nieprzytomny.
Po skończonych pojedynkach Piąta pogratulowała wszystkim za wspaniałą walkę oraz ogłosiła listę uczestników przechodzących do ostatniego etapu.
Podczas drogi powrotnej do swoich domów, cała grupa trzymała się razem. Cztery drużyny Konohy, jedna Getsuei oraz dwie osoby z Suny przemierzające ulice Konohy. Idąc między nimi Shilow udawając, że słucha - obserwowała wszystkich. Podczas tych dwóch dni poznała wiele osób, każdy z nich był miły i trudno byłoby któregoś z nich nie polubić.
Co kilka ulic grupa powoli się zmniejszała. Gdy shinobi z Getsuei dotarli do budynku, w którym znajdował się ich apartament, jedynymi osobami, które im towarzyszyły byli ninja Piasku.

Shilow wstając popatrzyła na różę stojącą w wazonie przy jej łóżku, gdy nagle kątem oka zobaczyła biały przedmiot na parapecie. Przez chwilę myślała, że ma przywidzenia z niewyspania, jednak rozwiały się one z chwilą kiedy tylko dotknęła kwiatu białej róży. Na jej twarzy zawitał subtelny uśmiech, a jej dłonie usadowiły w wazonie drugi kwiat.
Ten ranek minął w zastraszającym tempie. Wraz z godziną trzynastą rozpoczął się ostatni etap egzaminu na jounin'a. Stadion wypełniali podekscytowani widzowie, czekając z niecierpliwością na rozpoczęcie. Na polu, na którym miały odbywać się walki czekali już chunnin'owie. Po chwili na odrębnym tarasie zjawili się Kage i powitali wszystkich przybyłych. Wstęp był krótki, bez zbędnych przemówień. Shilow wraz ze swoim rodzeństwem i resztą młodzieży z Konohy stali na jednym z tarasów czekając na swoją kolej.
-Hej, Naruto. Nie denerwuj się tak. Wszystko będzie w porządku. - Powiedziała kunoichi widząc jak blondyn nerwowo ściska poręcz.
-Łatwo powiedzieć...
W tym samym momencie na ekranie wyświetliły się pierwsze nazwiska: "Uzumaki Naruto vs. Sarutobi Asuma". Chłopak przełknął głośno ślinę i odezwał się po chwili drżącym głosem.
-No to chyba na mnie już czas...
-Ciesz się, że jesteś pierwszy! Chwila i będziesz to miał za sobą. Powodzenia!
Wszyscy przyglądali się poczynaniom młodego ninja, który przeciwko swojemu rywalowi stosował głównie technikę Kage Bunshin. Naruto dobrze sobie radził, jednak trzeba było mu jeszcze wielu lekcji ninjutsu i taijutsu. Shilow obserwując go, już wiedziała w czym go podszkoli. Pojedynek trwał długo, ale tylko dzięki temu, że chłopak uparcie dążył do wygrania tej potyczki. Walka wkrótce została ogłoszona remisem, w innym wypadku trwała by w nieskończoność.
Kunoichi opierając się o poręcz, stała tyłem do ekranu. Kolejne nazwiska przewijały się, publiczność oglądała każdą walkę z wielkim skupieniem. Po chwili poczuła rękę Shigeru na ramieniu.
-Shilow.
-O co chodzi?
-Teraz twoja kolej.
Na te słowa na twarz dziewczyny wkradł się tajemniczy uśmiech. Spojrzała na swoje nazwisko widniejące na ekranie. Jej pierwszą przeciwniczką była TenTen. Zanim ktokolwiek zdążył jej życzyć powodzenia stała już na dole naprzeciwko kunoichi z Konohy. Z góry było słychać stłumione głosy dopingujące zarówno ją jak i jej rywalkę. Gdy tylko egzaminujący jounin dał znak, TenTen od razu przeszła do ataku. Kilkanaście shurikenów i kunai naraz zaczęły zmierzać w kierunku kunoichi z Getsuei. Nie trwało to nawet ułamku sekundy, a dziewczyna z Konohy poczuła zimne ostrze na szyi.
-Za wolno. - Usłyszała głos za sobą, po czym poczuła potężny cios w brzuch.
Shilow skupiła chakrę w swoich rękach i ruszyła na swoją przeciwniczkę. Gdy ta myślała, że już zaatakuje nagle zniknęła jej sprzed oczu, po chwili pojawiając się obok niej i kopiąc ją z całej siły w bok. TenTen odleciała na parę metrów, szybko jednak pozbierała się i zaczęła używać swoich zwojów. Nawet kilkadziesiąt kunai przemieszanych z inną białą bronią nie zrobiło wrażenia na shinobi Księżyca, która wszystkie sprawnie ominęła. Po chwili wyjęła swoje dwa wakizashi z pochw na plecach biegnąc wprost na swoją przeciwniczkę. Shilow zaczęła zadawać ciosy mieczami, podczas gdy jej rywalka z trudem odpierała je kunai'ami. Po chwili klingi kunai i wakizashi zetknęły się ze sobą wydając charakterystyczny dźwięk.
-Jest naprawdę dobra. - Powiedział chłopak w czarnym stroju z dziwnymi malunkami na twarzy.
-Jak na razie wykorzystuje tylko taijutsu, więc nie oceniaj jej od razu, Kankuro. - Skarciła go Temari.
Podczas, gdy rodzeństwo Suny toczyło rozmowę na temat dziewczyny z Getsuei, walka toczyła się w bardzo szybkim tempie.
Kunoichi patrzyły sobie głęboko w oczy, nagle na twarzy Shilow zaczął rysować się szyderczy uśmiech. TenTen poczuła narastające ciepło w dłoni, a kiedy jej wzrok skierował się na kunai, z przerażeniem spojrzała jak broń powoli się roztapia pod mieczem Shilow. Dziewczyna upuściła broń, trzymając poparzoną rękę. W tym samym momencie shinobi z Getsuei zaczęła walczyć z nią wręcz. TenTen nie miała najmniejszych szans w bezpośrednim starciu z Shilow, jej ciosy były szybkie i na tyle bolesne by dostatecznie ją osłabić. Gdy ta trzymała się już ledwo na nogach, kunoichi skupiła dużą ilość chakry w prawej ręce i uderzyła nią z pięści swoją przeciwniczkę, która pod wpływem ciosu uderzyła z dużą siłą w ścianę stadionu. Dziewczyna osunęła się po ścianie, a w miejscu gdzie zderzyła się z nią nie było części tynku. Podczas, gdy Tsunade ogłosiła wygraną Shilow, ta podeszła do swojej przeciwniczki nadal leżącej na ziemi.
-Byłaś naprawdę niezła. Ale musisz jeszcze potrenować. - Powiedziała z uśmiechem pomagając TenTen wstać.
-Dzięki. Ale jeszcze mi daleko do twoich umiejętności.
-Kwestia treningu.
Shilow przeniosła dziewczynę do skrzydła szpitalnego, a potem znów wróciła na stadion. Przegapiła kilka walk, jednak nie robiła sobie z tego powodu wyrzutów. Gdy tylko wróciła na taras do znajomych usłyszała wiele pozytywnych komentarzy oraz gratulacje. Walki mijały, wiele osób nie radziło sobie lub od razu przed walką rezygnowało. Shilow obserwowała walki swoich braci oraz siostry, gdy wtem na ekranie wyświetliło się: "Santuro Shilow vs. Temari".
Oby dwie stanęły na przeciwko siebie. "Ta walka zapowiada się ciekawie."-Powiedziała do siebie w myślach Shilow.
Z trybun szczególną uwagę na nie zwracało rodzeństwo Temari, wiedzieli, że jej przeciwniczka jest silna i co by tu dużo ukrywać - martwili się o nią. Dano znak, jednak kunoichi nadal stały w miejscu mierząc się wzrokiem. Po dłuższej chwili blondynka z Suny nie wytrzymała.
-Jeśli ty nie chcesz zacząć, w takim razie ja to zrobię!
Mówiąc to rozłożyła swój wachlarz i jednym zamachem wytworzyła wir powietrza skierowany w stronę jej przeciwniczki. "Tylko na to czekałam..."-Powiedziała cicho do siebie Shilow, uśmiechając się pod nosem. Gdy wir był zaledwie parę metrów od niej, wraz z ruchem jej nogi, która rysowała półokrąg w ziemi pojawiła się ściana ognia. Wiatr uderzając w nią rozproszył się we wszystkie strony.
-Temari jest za bardzo impulsywna. - Powiedział ze spokojem Kazekage obserwując walkę.
-Niestety. - Westchnął jego brat.

Temari lekko zszokowana patrzyła na to co się przed chwilą wydarzyło. "Skąd pojawiła się ta ściana ognia? Nawet jednej pieczęci nie zrobiła."-Mówiła do siebie w myślach kunoichi z Wioski Piasku. Chwilę później jej pewność siebie wróciła, jednak wystarczyło kilka słów Shilow by pojawiły się kolejne wątpliwości.
-Pokonam cię twoją własną bronią.
W tym samym momencie zaczęła bardzo szybko składać dłonie w pieczęci.
-Fuuton, Hanachiri Mai.
W ułamek sekundy potężny wir powietrza uderzył w Temari. Dziewczyna uderzając w ścianę zobaczyła opadające białe płatki.
-Chyba jej nie doceniałam...-Powiedziała do siebie szeptem.
Ledwo wstała, a już oberwała kolejnym mocnym uderzeniem wiru. Szybko jednak wykonała mocny zamach, a fala powietrza skierowała się w stronę Shilow. Ta zaś wyjęła swoje wakizashi i ustawiła się. Po chwili jej miecze pokryły się ogniem, a kunoichi wykonała ruch jakby chciała przeciąć atak Temari. Fala powietrza rozerwała się i po wietrznej technice nie było ani śladu. Gdy Temari chciała wykonać kolejny ruch, Shilow przeszkodziła jej atakując bezpośrednio.
-Jesteś dobra na długim dystansie. Zobaczymy jak sobie radzisz na krótkim.
Nagle w dłoniach shinobi z Getsuei pojawiły się kunai, chwilę potem leciały skierowane w stronę jej przeciwniczki. Temari odparła ten atak zasłaniając się swym wachlarzem.
W tej samej chwili u góry stadionu pojawił się ogromny wodny smok, który zaczął kierować się prosto na zmęczoną dziewczynę. Wszyscy z przerażeniem spojrzeli na wodnego stwora, Gaara i Kankuro poderwali się wypatrując swej siostry. Nie była to technika kunoichi z Księżyca, smok był kierowany przez jakąś obcą osobę, który teraz pędził na Temari z zamiarem zabicia jej.
-Temari!
Blondynka usłyszała głos Shilow, która już po chwili była przy niej. Dziewczyna zamknęła oczy, trzymając kurczowo ubranie swojej przeciwniczki. Wszystkich wzrok skierowany był na dwie shinobi, w które w tym samym momencie uderzył z ogromną siłą wodny smok.
komentarze [9]

Rozdział IV - Żywioł ognia. >> niedziela, 11 maja 2008 00:03:49
Gęste tumany kurzu i pyłu spowijały ziemię i lasy. Niebo zaszło ciemnymi chmurami, które więziły między sobą słońce, nie pozwalając, aby choć jeden promień zaświecił. To nie był dobry znak. Ściany z chakry zaczęły zmniejszać się, by zaraz zniknąć pozostawiając po sobie jedynie nikły ślad w zarysach okręgów. Shinobi poczuli muskające ich policzki krople deszczu. Długo nie mogli nic ujrzeć przez gęstą zasłonę dymu. Shigeru i Saburo zaczęli biec przed siebie poprzez kurz i pył, tuż za nimi podążali przez rzęsisty deszcz ninja z Konohy. Tumany powoli opadały, pokazując co raz to większe zniszczenia po wybuchu. Gdzie niegdzie pod nogami można było zobaczyć zniszczone shurikeny, wygięte kunai, oraz małe kawałeczki srebra i materiału, które były pozostałością po opaskach. Ninja zatrzymali się widząc płomienie, które układały się na kształt kopuły, po chwili jednak zza płomieni można było ujrzeć czyjąś postać. W płomieniach była ona niewyraźna, lecz z każdą chwilą jej kontury były co raz ostrzejsze. Ogień stawał się co raz słabszy, aż po chwili rozwiał go chłodny wiatr. Postacią zza płomieni była Shilow, która trzymała na rękach siostrę. Była wycieńczona, ledwo trzymała się na nogach niosąc ją. Saori miała liczne rany, była nieprzytomna, a jej głowa opierała się o ramie Shilow. Shigeru delikatnie wziął dziewczynę od kunoichi. Przez chwilę stała o własnych siłach, jednak zaraz zachwiała się i gdy już miała upaść, Saburo ją złapał. Popatrzył na twarz siostry, której krople deszczu obmywały twarz z krwi. Patrzyła na niego mglistymi oczami, była przytomna ciałem, lecz duchem nieobecna. Jej głowa przechyliła się w stronę leżącej Saori, nad którą pochylała się różowo-włosa lecząc jej obrażenia.
Czy to tak miało się skończyć? Miały żyć, wyjść z tego bez zadrapania. Słyszała jakby przez jakąś ścianę stłumiony głos Saburo.
-Czego? Po co do cholery użyłyście tego jutsu?! Shilow odpowiedz! Proszę, odezwij się.
Nie mogła. Nie miała siły wymówić nawet słowa. Czy to był jej limit? Czy jest aż taka słaba? Te pytania krążyły w jej głowie, przyprawiając o ból i rozczarowanie. To niemożliwe, jestem silna, zbyt silna – powtarzała sobie. To nie był jej limit. Musiało coś pójść nie tak. Coś czego nie zaplanowały. Zacisnęła zakrwawioną dłoń na ubraniu brata. Saburo i Shigeru spojrzeli na nią zastanawiając się, czy to był ten ogień. Kunoichi podniosła się i ujrzała przyjaciół. Naruto, Kiba, Sakura…Byli tu. Wszyscy. Cali i zdrowi. Shilow powoli dochodziła do siebie, gdy poczuła dotyk czyjegoś ciepła. Spojrzała na dwie, splecione dłonie. Jej i Saori. Siostra patrzyła na nią, uśmiechając się przez ból.
-Saori-kun...
Jej szept był tak cichy, że prawie niesłyszalny.
Saori miała głębokie rany, Shilow jedynie zadrapania. Jednak to nie one bolały. Bolało je to, że były teraz takie bezradne.
Hinata i Shino znaleźli miejsce na nocleg, a Naruto i Kiba zbierali drewno szukając coś do jedzenia. Kunoichi odpoczywały pod ciepłym materiałem, a pumy leżały wtulone w nie, ogrzewając jednocześnie. Nad ich zdrowiem czuwała Sakura, obok której siedział Saburo i Shigeru. Na dworze zapanował mrok, trochę też za sprawą deszczowych chmur.
Pierwsza ocknęła się Shilow. Nadal była zmęczona, lecz czuła się o wiele lepiej niż wcześniej.
-Śpij. Powinnaś wypoczywać.
-Dziękuje, Sakuro. Ale już czuje się lepiej.
-A ja mimo wszystko uważam, że nie powinnaś wstawać.
Shilow spotkała się z karcącym wzrokiem Shigeru.
-Nie będziesz mi mówił co mam robić.
-Nie bądź uparta.
-Sam dobrze wiesz jaka jestem.
-Zamknijcie się obydwoje! - Krzyknął Saburo.
Spojrzeli ze zdziwieniem na brata. Saburo nigdy się tak nie zachowywał. Gdy sytuacja tego wymagała zawsze był poważny, ale nigdy aż tak.
-Nee-chan, co się dzieje?
Chłopak o bursztynowych oczach błądził nimi w płomieniach ogniska.
-Jeszcze nigdy się tak o kogoś nie bałem.
-Nie ty jedyny, Saburo.
-Mogliśmy wam nie pozwalać użyć tej techniki.
-To prawda, jesteście silne i myślę, że pokonałybyście ich nawet za pomocą samego taijutsu.
-Dobrze, przyznaje wam rację. Tylko jedno mnie zastanawia.
-Co?
-Czemu ja i Saori straciłyśmy tak wiele chakry? Rzadko nam się to zdarza.
-A ja wiem czemu.
Kunoichi skierowała wzrok ku swojemu bratu.
-Przy zadawaniu ciosów skupiałyście ogromne ilości chakry w rękach i nogach, Saori z czerpała jej jeszcze więcej po tym jak otaczała wroga ze wszystkich stron swoją wietrzną techniką. Waszą technikę lustrzanych odbić pomijam, bo ją często trenujecie. Jednak połączenie dwóch żywiołów to nie lada zadanie. Fakt, że byłyście dwie, jednak nie miałyście wystarczającej ilości chakry. Po za tym, po tym jak opanowałyście to jutsu, rzadko je stosowałyście.
-Ale trzeba przyznać, że ta technika była niesamowita. – Wtrącił Shikamaru.
-…i niebezpieczna. – Dokończył Shino.
Rozmowa toczyła się jeszcze przez wiele godzin. Saori dochodziła do siebie, a Shilow już swobodnie mogła chodzić.

W nocy zbudziła się. Wszyscy naokoło spali, oprócz jednej osoby. Był nią blondyn, siedzący przy ognisku, które powoli gasło. Siedział ze złożonymi rękami, skupiając w nich chakrę. Po chwili rozłożył ręce, a na widok kamienia przepołowionego idealnie w środku cicho się zaśmiał. Nagle poczuł dotyk dłoni na ramieniu, niemalże wszedł na drzewo ze strachu.
-Ciszej Naruto. Obudzisz resztę.
Chłopak uspokoił się widząc twarz dziewczyny z Getsuei. Na ustach gościł delikatny uśmiech, a z jej oczu wprost emanowała łagodność.
-Mogę się przysiąść?
-Jasne. Obudziłem cię?
-Nie. Często na misjach budzę się w nocy.
Blondyn przytaknął. Widząc, że ognisko powoli gaśnie próbował –nieskutecznie- wzniecić ogień. Szatynka zaśmiała się cicho i złapała chłopaka za nadgarstek.
-Popatrz.
Z wnętrza jej dłoni zaczął wić się płomień przesuwający się w stronę ogniska. Po chwili ów płomień otoczył gasnący żar, a po chwili ognisko na powrót płonęło żywym ogniem.
-Jak to zrobiłaś? Nie widziałem, żebyś układała ręce w pieczęci i stosowała jakieś jutsu.
-Bo to nie jutsu.
-Jak…to?
-Słyszałeś kiedyś o czymś takim jak kekkei genkai?
-Tak, obiło mi się o uszy. Ale co to ma wspólnego z tym ogniem?
Dziewczyna wystawiła dłoń wewnętrzną stroną do chłopaka. Nagle w dłoni pojawił się płomień.
-Ale…Jak? Nie parzy cię?
-Nie. – Uśmiechnęła się.- W naszej rodzinie raz na kilka pokoleń rodzi się ktoś z kekkei genkai. Ostatnim razem był to mój pradziadek, a teraz to ja. Nasze kekkei genkai polega na tym, że panujesz nad określonym żywiołem. Możesz z nim robić co tylko ci się podoba, ponieważ ten żywioł ci służy. Jest częścią ciebie.
W tym samym momencie płomień w jej dłoni zaczął przybierać różne kształty. Poczynając od wijących się węży, poprzez wierzgającego konia, a kończąc na małym ognistym smoku, który owinął się wokół ręki blondyna i musnął jego nos.
-Mogę wzniecać ogień.-Z jej ręki wydostały się płomienie owijając najbliższe drzewo, które zaraz zapłonęło.- I mogę go gasić.
Dwoma palcami dłoni wykonała ruch, jakby je przywoływała. Płomienie natychmiast spłynęły z drzewa i wróciły do dłoni dziewczyny.
-Więc ta ognista kopuła, była tym ogniem?
-Tak. Moim żywiołem jest ogień, panuję nad nim i mogę go używać w czasie walki. Dzięki niemu mogę używać wszystkich jutsu ognia, zużywając przy tym niewielkie ilości chakry. Ogień jest mi posłuszny, w czasie pojedynku służy jako osłona, a gdy chcę ochronić bliskie mi osoby działa jak najmocniejsza tarcza.
-Więc natura twojej chakry to ogień?
-Tak. Ale mam opanowane jeszcze dwie natury chakry: Błyskawice i Wiatr.
Blondyn uśmiechnął się.
-Moja chakra ma naturę wiatru. Może byś mnie poduczyła jakiś technik?
-Dobrze, Naruto. Ale porozmawiamy o tym jeszcze rankiem.
-Wiesz…
-Tak?
-Przypominasz mi mojego przyjaciela.
-Kogo takiego, Naruto?
-Jest nim Piąty Kazekage – Sabaku no Gaara. Słyszałaś o nim?
-Powiem szczerze, że mało. Ale chętnie posłucham.
-Powiem ci coś, ale obiecaj, że zostanie to między nami. Inni to i tak wiedzą, ale rzadko się o tym rozmawia.
-Dobrze. Obiecuję.
-Gaara miał kiedyś w sobie Bijuu. Był nim Władca Pustyni…
-Shuukaku.
-Skąd…?
-Kiedyś moja mama opowiadała mi wiele o demonach i wielu innych rzeczach. Ale odkąd jestem jounin’em wiem dużo o innych wioskach.
-Więc chyba nie muszę ci opowiadać, że to przez Akatsuki…
-Nie musisz, Naruto. Wiem.
-Czyli pewnie wiesz też o mnie…
Chłopak spuścił wzrok. To poczucie samotności, które odczuwał przez tak wiele lat. Gdy ludzie nazywali go potworem i każdy go od siebie odpychał.
-Naruto…Ja też wiem jak to jest być samotnym. Moje rodzeństwo i ja nie mamy ojca. Nie zdążyliśmy go poznać, ponieważ zginął na wojnie. Nasza matka umarła na ciężką chorobę trzy lata temu. Ale od małego dziecka, mimo, że miałam rodzeństwo ludzie nazywali mnie potworem. Jako mała dziewczynka nie umiałam jeszcze panować nad tą mocą i dlatego czasem przez przypadek ogień wymykał mi się spod kontroli. Moje rodzeństwo zawsze mnie broniło, ale gdy zostałam chuunin’em wszystko się zmieniło. Gdy ugasiłam pożar w wiosce, gdy ją obroniłam. Ludzie jakby nagle zapomnieli…
-Przykro mi z powodu twoich rodziców. Ale fajnie jest mieć przyjaciela, który cię rozumie.
Dziewczyna uśmiechnęła się i spojrzała w niebo.
-Za kilka godzin będzie świtać. Powinieneś już pójść spać, jutro długa droga przed nami.
-Chyba masz rację. A co do tych…
-Jutro o tym porozmawiamy, Naruto.
Po tych słowach przyłożyła dwa palce do czoła chłopaka, a ten natychmiast usnął. Po chwili znalazła się na drzewie. Usiadła na jego konarze i popatrzyła tęsknie w stronę księżyca, który dziś miał taką samą fazę jak ta na ich opaskach. Pociągnęła delikatnie za czarny materiał, a gdy opadł na jej kolana opuszkami palców obrysowała kształt półksiężyca na srebrze. Kiedyś była w Wiosce Ukrytego Liścia. Było to kilka lat temu, gdy zdawała egzamin na jounin’a. A teraz znów tam wraca, by Saori i Saburo również mogli stać się jounin’ami. Normalnie by jej w tym roku tu nie było, bo mieli oni zdawać ten egzamin już dwa lata temu. Jednak akurat w tym samym czasie wypadła im misja i nie mogli jechać. Ale nie żałowała, fakt, że jej rodzeństwo było trochę dłużej chuunin’ami, ale w końcu się doczekali. Przynajmniej poznali miłych ludzi. Zastanawiała się jak będzie tam żyć przez taki długi okres czasu. Czy będzie tak samo spokojna i szczęśliwa jak w Getsuei? Czy będzie wypoczywała na kwitnących drzewach wiśni wpatrując się w strumień? Z zamyśleń wyrwał ją znajomy głos.
-Co robisz tutaj sama w środku nocy?
-Czuwam.
Ta odpowiedź trochę zmyliła brązowowłosego. Popatrzył na kunoichi, delikatne światło księżyca oświetlało jej postać, a lekki wiatr nocy otulał włosy. Ich wzroki się spotkały, jej piękne oczy były takie nieobecne. Przez myśli chłopaka przebiegało tysiące pytań. Większość z nich związane były z jej przeszłością. Byli z klanów, które utrzymywały bliskie więzi ze zwierzętami. Z dwóch wrogich klanów, które przed wielu laty prowadziły nieustanne spory, który z nich jest silniejszy. A potem nastała wojna, większość członków klanu Santuro poświęciło swoje życie za wioskę, nie pozostawiając po sobie potomków. To dlatego ich klan był teraz tak nieliczny. Zastanawiał się czy jest naprawdę tak silny, jak mówiły legendy. Jednak te myśli zeszły na drugi plan.
-Byliście dzisiaj niesamowici. Podziwiam was.
Dziewczyna jakby ocknęła się uśmiechając się delikatnie.
-Miło mi to słyszeć. Jesteś z klanu Inuzuka, tak?
-Tak…
-Ciekawie się zaczyna.
-Nie powinnaś teraz spać?
-Nie wydaje mi się.
-Dzisiaj straciłaś wiele chakry…
-Przestań.
-Powiedziałem coś nie tak?
-Nie. Ale już wystarczy, że już raz się osłuchałam o tym od mojego brata.
-Przepraszam…
-Nie szkodzi.
Nawet nie zauważyła jak szybko rozwinął się temat. Rozmawiali przez dobre dwie godziny, głównie o swoich rodzinach i klanach. Wiele dowiedzieli się o sobie nawzajem.

Pierwsze promienie wstającego słońca zbudziły kunoichi. Śniło się jej, że rozmawiała z Kibą. Po chwili rozejrzała się wokoło. Siedziała na konarze drzewa opierając się o jego pień. Kilka metrów od niej spał brązowowłosy.
-A więc to nie był sen…
Zaczerpnęła porannego powietrza przesączonego jeszcze rosą. Popatrzyła na towarzysza i zeskoczyła z drzewa ruszając w stronę obozowiska. Gdy przybyła na miejsce wszyscy jeszcze spali. Odetchnęła z ulgą. Spojrzała na przeciągającą się pumę, która jeszcze zaspana przywitała właścicielkę wtuleniem się w nią. Postanowiła przygotować już wszystko do drogi, osiodłała konie i spakowała rzeczy. Podczas gdy zajmowała się dopiero drugim koniem, wstał Shikamaru, Shino i Kiba.
-Shilow, nasza trójka musi się odłączyć. Musimy zaraz wyruszyć i zanieść raport Hokage.
-Dobrze. Przekaże innym, nie zatrzymuje was.
-W takim razie do zobaczenia.
Gdy Shikamaru i Shino wyruszyli, Kiba stał jeszcze w miejscu wpatrując się w dziewczynę. Odwróciła się i spojrzała mu w oczy, ten uśmiechnął się i ruszył za resztą. Stała przez chwilę patrząc za oddalającymi się shinobi. Przez głowę przebiegła jej dziwna myśl. Czy on…? Nie, na pewno nie. Tak samo szybko jak przyszła, tak zniknęła ta myśl.
Podczas, gdy Shilow przygotowała wszystko do drogi, inni zaczęli się już budzić. Zjedli posiłek i w pośpiechu spakowali swoje rzeczy.
-Chyba się nie wyspałem… -Powiedział Naruto ziewając.
-Zaraz się obudzisz. Nie będziemy zwlekać i pojedziemy konno.
-Ale ja nie umiem jeździć…
-Wystarczy, że będziesz się mnie trzymał.
Shilow dosiadła wierzchowca i wyciągnęła rękę do blondyna. Podał jej rękę i już po chwili siedział za kunoichi. Shigeru i Saburo również mieli pasażerów. Za Saburo siedziała Hinata, a za Shigeru – Sakura. Saori jechała sama, woleli ją teraz oszczędzać, mimo iż czuła się już lepiej.
-No to jak Naruto, myślisz, że ich dogonimy?
-Przecież wyruszyli bitą godzinę temu. Pewnie są już w połowie drogi.
-To nie są zwykłe konie, Naruto. Nie doceniasz ich.
Chłopak przyjrzał się uważnie czarnemu ogierowi na którym siedział. I dopiero teraz zauważył, że każdy koń ma identyczne znamię jak pumy i shinobi z Getsuei.
-Teraz rozumiesz?
-Chyba tak…
-No to ruszamy.
Shinobi z Księżyca dotknęli dłońmi szyje ich wierzchowców. Przez ich ręce zaczęła przepływać chakra, która trafiała wprost do mięśni rumaków. Po chwili ogiery kręciły się niecierpliwie w miejscu, a ich znamiona błyszczały lazurem. Wystarczył delikatny ruch bioder jeźdźca, a zerwały się cwałem z miejsca.
-Trzymaj się, Naruto. One się dopiero rozpędzają.
-Żartujesz? W takim tempie to ich przegonimy!
Naruto wyglądał na ucieszonego, jednak musiał się mocno trzymać, ponieważ konie z minuty na minuty pędziły co raz szybciej. Tuż obok nich jechał Shigeru z Sakurą. Z tyłu trzymała się Saori, Hinata i Saburo. Cztery duże koty pędziły na przedzie, jakby chcąc wyprzedzić wiatr.
-Żyjesz, Naruto?
-Jasne! Jest świetnie.
-To dobrze. Trzymaj się.
-Czemu?
W tym samym momencie wykonali ostry skręt i konie znów przyśpieszyły. Zbliżali się do Konohy. Już z daleka widzieli znajomą bramę i wielką skałę z wyrytymi głowami Hokage. Minęli jakiś ludzi zmierzających do wioski. Shilow spojrzała na rodzeństwo, przytaknęli sobie po czym założyli swoje maski. Im bardziej zbliżali się do wioski, tym tętent kopyt był co raz głośniejszy. Strażnicy bramy spojrzeli na zbliżających się jeźdźców. Nagle zobaczyli znajomego blondyna krzyczącego do nich.
-Siemanko! Uzumaki Naruto powraca!
Strażnicy uśmiechnęli się i zakryli dłońmi oczy, gdyż przejeżdżający obok shinobi z Getsuei nie zwolnili, zostawiając za sobą tumany kurzu.
-Naruto teraz prowadź, bo nie wiem gdzie jechać.
Chłopak mówił drogę odwracając się plecami do Shilow. Po chwili zauważył swoich znajomych.
-Hey! Neji! Lee! Ten Ten!
Popatrzyli na blondyna siedzącego za nieznajomą kunoichi na karym koniu. Przejechali obok nich z zawrotną prędkością, a zaraz za nimi trzy inne konie, na których rozpoznali jedynie Sakurę i Hinatę.
-Czy to był Naruto?
-Na to wygląda.
-Kim byli ninja, z którymi przybył?
-To Shinobi z Wioski Ukrytego Księżyca.
Trójka ninja odwróciła się w stronę znajomego głosu, którego właścicielem był nie kto inny jak Nara Shikamaru i Inuzuka Kiba.

W gabinecie Piątej Hokage było już trzech shinobi z Suny, trzech z Kiri i pięciu z Iwa-Gakure. Obok Tsunade-sama siedział Kazekage Suny-Gakure. Po chwili przez otwarte okno gabinetu wpadł silny wiatr, który nagle rozproszył się, a na jego miejscu stało czterech ninja ubranych na czarno, tuż obok nich stała Sakura, Hinata i Naruto. Tsunade spojrzała na nowo przybyłych. Po opaskach łatwo rozpoznała, że to ludzie z Getsuei.
-Cześć Babciu Tsunade! Sprowadziliśmy już naszych gości. I jak ci się podobają? Prawda, że są świetni?
-Uzumaki Naruto! Jak ty się zachowujesz w moim gabinecie?!
Jednak on to zignorował, gdyż w tym samym momencie dostrzegł swego przyjaciela.
-Gaara! Ty już tutaj? Ale cię długo nie widziałem!
-Ja ciebie również, Naruto. – Chłopak o włosach niczym płomień odpowiedział spokojnym głosem i spojrzał na nowych. Ich twarze zakryte były do połowy, więc niewiele mógł zobaczyć. Shilow przyjrzała się władcy feudalnemu wioski Piasku. A więc to był przyjaciel, o którym mówił Naruto. Po chwili spojrzała na kobietę o długich, blond włosach.
Mina Piątej nie była za ciekawa. Wyglądała tak jakby zaraz chciała zabić Naruto za to, że narobił jej takiego wstydu przed innym feudalnym władcą. Pocieszała ją jedynie myśl, że Naruto to jego przyjaciel.
-To zaszczyt przybyć do Konohy. – Odezwał się jeden z nich, po czym cała czwórka zdjęła maski.
-Jestem Shigeru Santuro, a to moje rodzeństwo.
-Saburo.
-Saori.
-Shilow.
Wszyscy przedstawili się po kolei. Piątej wrócił humor i poprosiła Sakurę i Hinatę, aby odprowadziły gości do ich pokoi. Gdy wszyscy już wychodzili zatrzymała ich jeszcze w drzwiach.
-Za dwa dni odbędzie się Egzamin na Jounin’a. Wykorzystajcie ten czas na trening i rozgośćcie się w naszej wiosce.
-Dobrze.
Każdy rozszedł się w swoją stronę. Czwórka rodzeństwa dostała obszerny apartament o czterech pokojach. Każde z nich zajęło swój pokój i zaczęło się powoli rozpakowywać. Popołudniem wpadł do nich w odwiedziny Naruto i Shikamaru, którzy postanowili oprowadzić ich po wiosce.
komentarze [18]

Rozdział III - Połączenie dwóch żywiołów. >> sobota, 19 kwietnia 2008 23:57:46
Pierwsze promienie słońca oświetliły postać kobiety siedzącej na konarze drzewa. Jej włosy lekko unosił wiatr, a oczy wbite były w zgniłozielony namiot. Słysząc powoli budzących się ninja skryła się w cieniu. Z namiotu wyszła różowo-włosa dziewczyna, przeciągając się. Niedługo potem za nią wyszedł blondyn i brunet z włosami spiętymi z tyłu.
Pod nogą Kunoichi obsunęło się parę listków co natychmiast zwróciło ich uwagę. Mruknęła cicho pod nosem i zniknęła.
-Miałem wrażenie, że ktoś nas obserwuje.
-Gadasz głupoty, Shikamaru!
Blondyn wykrzywił usta w głupi uśmieszek, po czym ziewnął. W tym samym czasie Sakura położyła dłoń na ramieniu towarzysza.
-Naruto chyba ma rację. Pewnie to były tylko ptaki.
-Taak…Pewnie tak.
Jednak on wiedział, że tak nie jest. Jeszcze przed chwilą czuł czyjąś obecność. I był prawie pewny, że to ninja z wioski Księżyca.

Nie minęło nawet kilka sekund, a Kunoichi była z powrotem. Weszła do namiotu, gdzie czekało na nią już gotowe do drogi rodzeństwo.
-Sprawdziłam wszystko. Dopiero co wstali, a my nie możemy jechać tą droga, którą na początku obraliśmy. Aby wejść na teren Konohy, trzeba przejść przez wąski i niepewny most. Gdybyśmy tu byli pieszo to nie sprawiłby kłopotu, jednak nasze konie przez niego nie przejadą. Może się załamać.
-Masz rację. Ale jest jeszcze druga droga. Wprawdzie jest naokoło, ale myślę, że gdy będziemy utrzymywać stałe i szybkie tempo, to nazajutrz powinniśmy być już w Liściu.
Po krótszej naradzie, spakowali rzeczy i zaczęli przygotowywać do drogi konie. Ogiery niecierpliwie grzebały przednią nogą w ziemi. Wręcz tryskała z nich energia po długim wypoczynku. Gdy tylko poczuły jeźdźca na grzbiecie i poluźnione wodze, ruszyły pełnym galopem przed siebie. Shinobi utrzymywali bardzo szybkie tempo, a po dłuższej chwili na przedzie biegły pumy, które nagle się zatrzymały wrogo warcząc. Rodzeństwo zwolniło, rozglądając po okolicy.
-Trzeba uważać. Tu są rozstawione pułapki.
-Coś mi się wydaje, że nie tylko ci z Konohy nas obserwują.
-Co masz na myśli, Shilow?
-W nocy nie mogłam spać i postanowiłam rozejrzeć się po okolicy. Użyłam DarkEyes i zobaczyłam innych ninja rozstawiających pułapki.
-…Którzy teraz celują w nas kunai.
Shigeru ledwie wymówił te słowa, a srebrne klingi zalśniły w słońcu. Jednak nie spełniły danego im zadania, gdyż napotkały na swojej drodze shurikeny rzucone przez braci.
-My się nimi zajmiemy. Shilow, Saori ruszajcie dalej.
-Dobrze.
Dziewczyny nie były długo same, po kilku minutach Saburo i Shigeru jechali tuż obok nich. Nie wyglądali jakby przed chwilą stoczyli walkę. Żadnej rany, śladu krwi, nawet zadraśnięcia.
-To byli ninja z wioski Trawy. Nie byli zbyt pokojowo nastawieni.
-Zabiliście ich?
-Nie, wystarczyło obezwładnić i związać.
Ruszyli w dalszą drogę. Ninja z Trawy nie byli godnymi przeciwnikami. Byli za słabi i zbyt łatwo dało się przewidzieć ich ruchy. Przez większość drogi jechali w milczeniu. Shilow jechała pierwsza, a tuż obok niej Shigeru. Po przebyciu połowy drogi jej koń nagle zatrzymał się. Gdy chciała by ruszył dalej, stanął dęba sprzeciwiając się, po czym zaczął nerwowo przebierać nogami.
-Co jest do…
Nie skończyła, gdyż w tym samym momencie ujrzała, że na całej drodze porozciągane były żyłki. Poczuła się jak idiotka, jak mogła dać się nabrać na taki głupi numer? Żyłki widoczne tylko pod słońce. Zacisnęła mocniej ręce na wodzach, a jej źrenice zwężyły się. Shigeru spojrzał w oczy siostry. Wiedział, że była na siebie zła. A jeszcze bardziej na tych, którzy rozstawili te pułapki. Na shinobi z wioski Liścia. Shilow spojrzała na swoje rodzeństwo. Ich źrenice również się zwężyły, każdy wiedział o co chodzi, przytaknęli tylko i po chwili zniknęli wraz ze swoimi pumami.

-Niech to szlag trafi! Jak mogłem nie przewidzieć, że mogą zmienić trasę?!
-Uspokój się Shikamaru, nie wjechali przecież w pułapki.
-Zniknęli…-Powiedział Kiba ze zdziwieniem.
-Jak to?
-A no tak to… Przed chwilą byli tam, siedzieli na wierzchowcach, obok nich stały pumy. A teraz nie ma ani śladu pum ani ich. Zostały tylko same konie.
-Tego się obawiałem.
Kiba chciał coś powiedzieć, ale w tej samej chwili poczuł dotyk zimnej stali przy szyi. Spojrzał na towarzyszy. Shikamaru, Naruto i Shino byli w tej samej sytuacji co on. Akamaru i dziewczyny były otoczone przez cztery wielkie pumy, które pokazywały swoje białe kły.
„Jakim cudem ich nie usłyszeliśmy?” - To pytanie kołatało w głowie chłopaka. Spojrzał na shinobi, którzy trzymali ostre klingi kunai przy szyjach jego towarzyszy. Ich twarze były do połowy zakryte. Można było zobaczyć tylko ich oczy na tle opalonej cery, zauważył, że każdy z nich przy prawym oku na te same znamiona. Spojrzał na ich opaski, na których widniał półksiężyc. Teraz był już pewny.
-Klan Santuro, nie mylę się? – Powiedział odważnie.
Ninja, który przykładał mu kunai do gardła stanął przed nim nie zmieniając pozycji ostrza. Kiba ujrzał postać Kunoichi, której wąskie źrenice wtopione były w piękne oczy, jej źrenice okalała delikatna żółć przechodząca następnie w zieleń i blady niebieski, a obwódki chronił lazur nieba. Od prawego kącika oka rozciągało się czarne znamię, które dalej znikało pod maską. Jej brązowe włosy sięgające ramion, zabłysły miedzią w słońcu przedzierającym się między gałęźmi. Jej twarz, oczy - nie wyrażały nic.
-Zgadłeś.-Odezwała się nieznajoma.-A teraz mi powiedz, na jaką cholerę rozstawiliście na nas pułapki?!
Shinobi przycisnęła chłopaka do drzewa.
-Te pułapki nie były zastawione na was. Piąta wysłała nas, żebyśmy nie tylko zobaczyli kto zmierza do wioski, ale także pozbyli się ninja z wioski Trawy, którzy ostatnio grozili naszej wiosce.
Dziewczyna spojrzała na bruneta ze spiętymi włosami, który właśnie się odezwał, już wcześniej go widziała. Nagle odezwał się chłopak, którego przytrzymywała.
-Myśleliśmy, że nie zmienicie kierunku drogi, dlatego rozstawiliśmy tam pułapki, aby wpadli w nie ci ninja co za wami podążali.
-Więc to tak…
Kiba ujrzał jak źrenice dziewczyny wracają do normalnego kształtu. Teraz, jej oczy zalśniły spokojem. Wraz z resztą shinobi opuściła ostrze kunai. Pumy stanęły przy boku swoich właścicieli.
-Wybaczcie za najście.-Odezwał się zielonooki chłopak.-Powinniśmy was chronić, a nie atakować.
-O czym ty mówisz?
-Wasz Hokage wezwał najlepszych shinobi z każdej wioski. Głównie dlatego, aby chronili mieszkańców Konohy, ponieważ wasze siły zbrojne zmalały od tamtego zdarzenia.
Shinobi z Liścia popatrzyli po sobie, a ich wzrok nieco posmutniał.
Nagle ujrzeli jak znamiona ninja z Księżyca zalśniły błękitem. Po chwili ujrzeli cztery rumaki stojące pod drzewami, nie małe było ich zaskoczenie gdy ujrzeli u koni identyczne znamiona jak u pum i ich właścicieli.
-Musimy już iść.
Już mieli zeskakiwać, gdy Shikamaru ich powstrzymał.
-Czekajcie. Zmierzacie w tym samym kierunku co my, może przyłączycie się do nas i razem wrócimy do Konohy?
Shikamaru był przygotowany na każdą odpowiedź, był prawie pewny, że się nie zgodzą i pójdą swoją drogą. Jakże wielkie było jego zaskoczenie, gdy shinobi z Getsuei-Gakure się zgodzili. Czwórka ninja dosiadła swoje wierzchowce.
-Myślę, że teraz możemy pokazać swoje twarze.
Chłopak o zielonych oczach pierwszy zdjął maskę, uśmiechnął się i spojrzał na swoje rodzeństwo. Następny był chłopak o bursztynowych oczach, a zaraz za nim dziewczyna z błękitnymi oczami. Wszyscy ujrzeli piękne, opalone twarze. A potem ich wzroki skierowały się na twarz czwartego shinobi. Dziewczyna spojrzała na swoje rodzeństwo dalej siedząc w masce. Jej dłoń delikatnie przesunęła się po twarzy. Chwyciła swoją maskę dwoma palcami i wolno zsunęła z twarzy. Oczom wszystkim ukazała się piękna dziewczyna o regularnych rysach i delikatnym uśmiechu. Cała czwórka była do siebie podobna. Obydwaj przystojni, obydwie piękne. Jednak jedno z nich wyróżniało się szczególną urodą.
-Jesteśmy rodzeństwem. Ja jestem Saburo.- Odezwał się chłopak o oczach niczym bursztyn.-To mój brat Shigeru, a to nasze siostry – Saori i…
-…Shilow.- Gdy wymówiła swoje imię każdego przeszedł dziwny dreszcz. Jej głos był tak tajemniczy i powabny, że aż przyjemny.
Wędrując w stronę wioski Liścia wszyscy się stopniowo zapoznawali. Najwięcej w rozmowach udzielał się Naruto, rozśmieszając przy tym do łez. Shilow mało udzielała się w rozmowach, wolała obserwować. Saburo i Naruto byli w pewnym stopniu do siebie podobni. Ta sama pogoda ducha i humor. Im bardziej się komuś przyglądała, tym bardziej miała wrażenie, że zna go od lat. Poczuła miłe ciepło w okolicy serca, patrząc na wszystkich. I mimo, że opuściła wioskę była szczęśliwa. Było przy niej rodzeństwo i przyjaciele.
„Chyba znalazłam to czego szukałam…” – Powiedziała do siebie w myślach, uśmiechając się. Jej wzrok spotkał się ze wzrokiem brązowowłosego chłopaka. Chwila, gdy ich wzroki były połączone wydawała się nie mieć końca. Ale było w niej coś magicznego. Zsiadła z konia i zaczęła go prowadzić idąc krok w krok z innymi. Słońce było wysoko w górze i oświetlało ich roześmiane twarze. Sakura szła obok Shigeru wpatrując się w niego rozmarzonym wzrokiem. Dziewczyna obserwując drogę przed nimi, nagle poczuła dotyk mokrego nosa na dłoni. Popatrzyła w tamtą stronę i ujrzała białego psa, domagającego się pieszczot. Zatrzymała się przy nim i pogłaskała go. Kiba spojrzał ze zdziwieniem na swojego towarzysza.
-Chyba cię naprawdę polubił. Rzadko kiedy chce się bawić z kimś oprócz mnie.
-Widocznie poznaje dobrych ludzi.
Akamaru zaszczekał radośnie, a Shilow głaskała raz jego, a raz Shadow, która w przypływie zazdrości o swoją panią również domagała się przytulania i głaskania.
-Moja mała zazdrośnica. - Powiedziała głaszcząc czarną.
Nagle poczuła obecność wielu osób. Na odległość było czuć rządzę krwi. Tygrys, lwica, pumy i Akamaru zaczęły głośno warczeć. Konie przebierały nerwowo nogami.
-Shilow! To znowu te natręty z Trawy. Co robimy?
-Zostawicie to nam. Teraz moja i Saori kolej. Odjedźcie trochę dalej i zróbcie wszystko, aby nikomu się nic nie stało.
-Pomożemy wam!
Blondyn popatrzył na Shilow. W jego oczach było widać zacięcie i chęć walki.
-Wybacz mi, Naruto. Ale jeszcze nie czas. Mam nadzieję, że zrozumiesz.
-Jasne. To…Zróbcie z nimi porządek! – Krzyknął Naruto.
-Uważajcie na siebie.
Shigeru popatrzył z troską na siostrę.
-Nie martw się.
-Poradzicie sobie? Jest ich bardzo wielu. My walczyliśmy z czterema, a ich jest ponad dwudziestu.
-Braciszku, gdyby coś się zaczęło komplikować wtedy nam pomożecie. Jednak błagam, nie rób nic dopóki ci nie powiem.
-Dobrze.
-Obiecaj.
-Obiecuję.
Siostra przytuliła go. Kunoichi stanęły tyłem do siebie, stykając się plecami. Wszyscy oddalili się i skryli pod osłoną drzew. Nagle przed nimi wyłonili się z ziemi ninja z Trawy. Siostry nie wahały się. Ich źrenice natychmiast się zwężyły, a ich znamiona dotąd czarne przybrały kolor intensywnego błękitu. Ich ciała zaczęła spowijać chakra, jakby chciała obrysować ich kontury. Kunoichi unikały wszystkich ciosów, ich szybkość była zaskakująca. Nagle Shilow uderzyła z całej siły o drzewo, wszyscy spojrzeli z przerażeniem gdy zobaczyli, że kunai jest wbity prosto w jej serce. W tej samej chwili jej postać rozpłynęła się w powietrzu. Odetchnęli z ulgą widząc, że był to tylko klon. Chwilę potem zobaczyli jak ninja kolejno rozbijają się o siebie pod wpływem uderzeń dziewczyn.
-Saori! Kończmy to.
-Robi się.
Kunoichi biegły obok siebie szybko składając dłonie w pieczęci. Gdy wykonały ostatnią pieczęć złączyły swoje dłonie. W tym samym momencie ich ruchy stały się identyczne, były swoim lustrzanym odbiciem. Każda z nich skupiała ogromne ilości chakry w rękach zadając potężne uderzenia. Ninja z Trawy przestali sobie radzić i wytworzyli ogromną ilość własnych klonów. Shilow przeklęła pod nosem, nie miały wyjścia. W jej dłoniach pojawiły się kunai’e obwinięte kartami wybuchowymi. Gdy rzuciła je w powietrze okazało się, że są nawinięte na żyłki. Pod wpływem płynnych ruchów jej rąk kunai owijały się wokół niej tworząc jakby kulistą opokę.
-Saori, teraz!
Na słowa siostry Saori składała dłonie w pieczęci, po czym zaczęła otaczać wroga ze wszystkich stron tworząc okręg powietrza wokół nich i ze wszystkich stron zadając im ciosy shurikenami. Z rąk Shilow zaczęły wić się płomienie spowijając sobą linki. Kunai’e zapłonęły. Shilow otaczała płomienna kula. Obydwie Kunoichi złożyły ręce w pieczęci.
-Katon-Fuuton, Tatsumaki Kasai no Jutsu.
Saori wytworzyła tornado otaczając nim ninja Trawy, a Shilow zniknęła w ognistej kuli, która po połączeniu z wirem powietrza utworzyły ogromne tornado płomieni. Shinobi z Liścia patrzyli z podziwem na towarzyszy, natomiast Saburo i Shigeru przeklinali się w duchu, że dopuścili do tego by użyły tej techniki. Była ona bardzo trudna i pochłaniała prawie całą chakrę. Saori zawsze miała świetnie opanowane wszelkie techniki wiatru, natomiast Shilow ognia. Połączenie tych dwóch żywiołów dawało niesamowitą siłę.
-Sakura jesteś medic-ninja, prawda?
-Tak, ale czemu się o to teraz pytasz?
-Bo będziesz im musiała uratować życie.
Shikamaru, Kiba i reszta chcieli ruszyć z pomocą, jednak bracia ich powstrzymali.
-Nie możecie im teraz pomóc. Z tego wiru nikt się nie wydostanie, Shilow i Saori panują nad nim, a wkraczając do akcji tylko zepsulibyście ich starania. One zużywają całej chakry, aby pozbyć się ich raz na zawsze, choć i tak sądzę, że mogłyby to zrobić w łatwiejszy sposób.
-Połączyły dwa żywioły. Wiatr i ogień. Takie techniki powinny używać na bardzo groźnych przeciwników, a nie na nich. Ale widocznie bały się, że ci ninja po tym jak wytworzyli swoje klony mogliby nam coś zrobić. Chcą się szybko ich pozbyć.
-Shilow otaczały kunai poowijane w notki wybuchowe. Myślisz, że chce wysadzić tych natrętów?
Shigeru spojrzał zakłopotany na brata. Jeśli te kartki wybuchną to zabiją nie tylko ninja z Trawy, ale także ich.
-Hinata, zobacz czy kartki wybuchowe zapłonęły.
-Byakugan! Nie, jeszcze nie.
-Obserwuj je, jeśli zaczną płonąć powiedz.
-Dobrze.
Saburo doskonale wiedział o co chodzi bratu. Wyjął katanę z pochwy i obrysował dwa okręgi wokół wszystkich.
-Słuchajcie, nie wychodźcie po za te dwa okręgi. Siła wybuchu będzie potężna, ale nic się nie nam nie stanie dopóki nie przekroczymy linii.
-Shigeru, Saburo kartki zapłonęły!
-Świetnie Hinata, dobra robota. Resztą my się zajmiemy.
Saburo stanął za wszystkimi, a Shigeru przed. Zaczęli składać ręce w pieczęcie, po czym prawą, rozłożoną dłoń przycisnęli do ziemi między okręgami.
-Engai Chakra no Jutsu.
Kręgi wypełniły się chakrą i zaczęły tworzyć ściany. Były one podwójne i bardzo wytrzymałe, tworzyły kopułę, pod którą znajdowali się wszyscy. Saburo i Shigeru obserwowali siostry nie zmieniając swoich pozycji.
Shilow i Saori znajdowały się w środku wiru. Unosiły się na dużej wysokości, a ich ciała otaczały płomienie i wiatr.
-Shilow ja już nie mam siły. Wyczerpałam całą chakrę.
-Wiem kochana, ja też. Ale wytrzymajmy jeszcze trochę. Za moment notki wybuchną.
-I się ich pozbędziemy…
-Tak.
-A co będzie z nami? Możemy tego nie przeżyć.
Shilow przytuliła siostrę, a po jej policzku spłynęła łza.
-Nie pozwolę ci umrzeć siostrzyczko.
W tym samym momencie kartki wybuchowe eksplodowały. Siła wybuchu zniszczyła znaczną część lasu. Jedyne co zostało nie tknięte, to kopuła z chakry.
komentarze [9]

Rozdział II - Opuszczając wioskę. >> środa, 9 kwietnia 2008 23:41:30
Pierwsze promienie słońca powoli budziły śpiącą wioskę. Ptaki nuciły swoje poranne piosenki na osłodę życia mieszkańcom. Delikatny szum rzeki połączony z wiatrem plątającym się między liśćmi ukajał zmysły zmęczonym po nieprzespanej nocy. Zielone pąki kwiatów rozwijały się, aby móc pokazać swoje piękne wnętrze. Po ich delikatnych płatkach spływały krople porannej rosy błyszcząc we wschodzącym słońcu. Kunoichi odsłoniła białe zasłony i otworzyła okno. Świeże powietrze wemknęło się do środka otulając wszystko na swojej drodze. Włosy dziewczyny zalśniły miedzią, a kolorowe oczy błądziły po ukochanej wiosce. Za oknem rozciągał się widok na ulubione ścieżki otulone białymi drzewami. Popatrzyła na swój pokój, przy rozsuwanych drzwiach leżał spakowany plecak, zasłony falowały pod wpływem wiatru, a smugi światła delikatnie oświetlały pomieszczenie. Łóżko w rogu pokoju posłane było jedwabną pościelą, a na nim leżała czarna puma. Dziewczyna miała na sobie czarny, krótki szlafrok otulający jej młode ciało. Pociągnęła za aksamitną wstążkę, a materiał spłynął z jej ramion, zsunął się po talii i krągłych piersiach. Po założeniu bielizny z wyszywaną białą różą, wsunęła się w czarne spodnie. Na górę założyła bluzkę zapinaną pod szyję tego samego koloru wyszywanego srebrną nicią i uwydatniającego jej kobiecą figurę. Na prawym udzie zawiązała bandaż, który podtrzymywał kaburę na kunai'e, shurikeny i resztę broni. Na nogi wsunęła czarne kozaki, a na twarz założyła maskę zasłaniającą jej szyje i połowę twarzy. Po chwili na jej czole zabłysła opaska ze znakiem wioski. Półksiężycem zwróconym w prawą stronę. Popatrzyła na swoje odbicie w lustrze. Z twarzy było widać jedynie jej piękne oczy na tle opalonej cery. Spoglądając na towarzyszkę, na masce pojawiły się rysy uśmiechu.
-Shadow, czas na nas.
Słysząc swoje imię puma zeskoczyła z łóżka i stanęła obok swej Pani. Otarła się przyjaźnie o jej nogi po czym spojrzała lazurowymi oczyma w dziewczynę. Ich wzroki się spotkały, kobieta pogłaskała ją dłonią po czarnej sierści i przejechała opuszkami palców po błękitnych znamionach zwierzęcia. Były identyczne jak u niej tyle, że innego koloru.
Rozsunęła drzwi biorąc swój plecak, puma podążyła za nią. Wychodząc ze swojego pokoju natknęła się na swoje rodzeństwo. Wszyscy ubrani podobnie, na czarno ,z maskami na twarzach i plecakami. U boku każdego z nich stał duży kot. Śnieżnobiała lwica zamruczała cicho i podeszła do pumy Shilow. Shinobi spojrzeli na swoje pociechy, które teraz bawiły się ze sobą jak małe kociaki.
-A jeszcze niedawno były małymi pieszczochami.
Saori przerwała ciszę, a reszta przytaknęła jej. Widząc swoich towarzyszy przypomniało im się jak byli małymi dziećmi bawiącymi się razem. Ich pumy zawsze były przy nich. Zawsze wierne i oddane, gotowe na walkę i poświęcenie.
Pół godziny później siedzieli na swoich wierzchowcach. Ogiery szły równym tempem, w jednym rzędzie. Biegły żywo unosząc dostojnie nogi. Jechali głównymi ulicami wioski by dotrzeć do jej bramy. Każdy mieszkaniec widząc czterech shinobi czuł dumę. Rodzeństwo kłaniało się znajomym i przechodniom. Mieszkańcy od razu rozpoznawali ich i życzyli powodzenia. Każdy zawsze mówił o nich dobrze. Nie raz obronili wioskę stawiając czoło trudnym zadaniom czy misjom, byli wybitnymi ninja i miłymi, pomocnymi ludźmi.
A teraz opuszczali swoją wioskę. Każde z nich wiedziało, że ta misja będzie trwała długo. Spojrzeli na siebie i przyśpieszyli. Rumaki ruszyły pełnym galopem, obok każdego konia pędził nieodłączny towarzysz każdego członka klanu Santuro. Zatrzymali się dopiero na ogromnej skarpie, z której widać było całą wioskę Księżyca. Słońce oświetlało jej lasy, sady, domy… W ich oczach zalśniła tęsknota. Ledwo wyjechali, a już tęsknili. Wiedzieli, że mogą nie wrócić tej z misji. Każda niosła takie ryzyko. Shilow westchnęła smutno. W jej oczach odbijały się promienie ciepłego słońca. Zawróciła konia i ruszyła przodem zostawiając resztę.
Shigeru popatrzył za oddalającą się siostrą. Zawsze w takich chwilach lubiła być sama. Dlatego ruszyli później, trzymając duży dystans za nią. Dziewczyna po chwili ściągnęła wodze ogierowi i odwróciła się w ich stronę.
-No co z Wami? Tak szybko się zmęczyliście? – Zapytała z uśmiechem.
-Chciałabyś!
Saburo rozchmurzył się, wraz z słowami siostry powrócił jego dawny, pogodny duch. Zrównali się z Shilow.
-Jak myślicie po co Piąty nas wezwał?
-Nie tylko nas, wezwał wszystkich najlepszych shinobi z różnych wiosek.
Zielonooki poprawił katanę przy siodle.
-Z tego co słyszałem Konoha straciła dużo najlepszych ninja, po tym jak kilka lat temu zaatakował ich Orochimaru. Nadal nie mogą się pozbierać.
-Nic dziwnego. Orochimaru wyrządził Liściowi duże szkody, pewnie też dlatego zostaliśmy wezwani. Chcą wzmocnić swoje siły zbrojne.
-Nie tylko.-Zaczęła Shilow, która jak dotąd nie brała udziału w rozmowie.- Wczoraj wieczorem idąc do stajni spotkałam lorda Hideki. Powiedział, że Tsunade- sama planuje egzamin. Będziemy wysyłani na misje, będą organizowane pojedynki i jeszcze wiele innych rzeczy. Najlepsi, którzy się sprawdzą zostaną jounin’ami.
Saburo, Saori i Shigeru spojrzeli z ożywieniem na siostrę. Ich rozmowa nabrała rozpędu. Byli ciekawi kogo spotkają, czy zdobędą nowych przyjaciół, czy wrócą…? Rozmawiając czas szybko upływał, przebyli już prawie połowę drogi. Słońce zaczęło chylić się ku horyzontowi. Niebo nabrało odcieni fioletu mieszanego z niebieskim, a chmury przedtem białe teraz połyskiwały różem.
Rozbili namiot w środku lasu, pod osłoną gęstych drzew. Podczas, gdy chłopcy zbierali drewno i coś do jedzenia, dziewczyny poszły zapoznać się z terenem. Jakieś pół kilometra od ich obozu był wodospad. W jego spadających w dół strumieniach iskrzyły się promienie zachodzącego słońca. Zdjęły obuwie i zaczęły chodzić boso po tafli wody. Woda była przyjemnie ciepła, a maleńkie kropelki wydostające się spod wodospadu tworzyły świeżą bryzę. Usadowiły się wygodnie na środku jeziora podziwiając przyrodę dookoła i barwne obłoki na niebie. Shilow przyglądała się z zainteresowaniem jednemu punktowi lasu. Jej zmysły wyostrzyły się, a ręka spoczywająca na udzie delikatnie przesunęła się w stronę kabury.
-Też to czujesz?
Saori widząc dłoń siostry spoczywającą na bandażu sama sobie odpowiedziała. Po chwili ciszy dziewczyna jednak przemówiła.
-Tak. Jesteśmy obserwowane.
-Ilu ich jest?
-Sześciu. Wśród nich dwie kobiety.
-To Ci z Konohy, tak?
Shinobi przytaknęła uśmiechając się pod nosem. Jej ręka, która przedtem ściskała kurczowo kaburę teraz delikatnie muskała taflę wody. Spojrzała na siostrę, która się nerwowo wierciła.
-Saori, uspokój się. Oni nas tylko obserwują, pewnie zostali wysłani tu, żeby zdać potem raport kto jest już w drodze do wioski. Po za tym i tak nas nie znają. A nawet jeśliby znali to nie rozpoznają, bo mamy maski.
Słowa siostry uspokoiły ją. W tym samym momencie z lasu wyskoczył Saburo, a zaraz za nim Shigeru krzycząc niemiłosiernie i skacząc do wody. Obok dziewczyn stały dwie pumy, lwica i tygrys przemoczone równie dobrze jak one. Shigeru i Saburo wypływając na powierzchnię dostali po głowie za przemoczenie ubrań, nie zwróciło jednak to ich uwagi, bo chwilę potem wciągnęli siostry pod wodę.
-Byakugan!
Na tęczówkach białookiej pojawiły się rysy źrenic, a wzrok natychmiastowo wytężył.
-Hinata i jak? Ilu ich jest? Dwudziestu, piętnastu? Silni są? No, powiedz!
-Zamknij się.
Shino skarcił blondyna, który nie mógł wysiedzieć na miejscu. Ten westchnął ciężko i opadł na gałąź naburmuszony.
-Jest ich czterech, dwie kobiety i dwóch mężczyzn z wioski Księżyca, wyglądają na naszych rówieśników.
Dziewczyna o czarnych włosach powiedziała nieśmiało, a gdy jej wzrok spotkał się ze wzrokiem Naruto jej policzki spłonęły rumieńcem.
-To jak idziemy się przywitać? - Zaproponował ożywiony blondyn.
-Już się ściemnia. A po za tym nie widzę na razie sensownego powodu, żebyśmy to robili. Nie wiadomo jak na nas zareagują, a wierz mi i tak poznamy ich za niedługo.
Blondyn zrezygnowany ziewnął i schował się do namiotu. Chłopak o krótkich, brązowych włosach głaskał swojego dużego przyjaciela. Biały pies zaczął cicho poszczekiwać.
-Co jest, Akamaru?
Czarnowłosa siadła obok chłopaka i pogłaskała psa po głowie.
-Pewnie wyczuł pumy.
-Jakie znowu pumy?
-Towarzyszą tym shinobi z Księżyca. Każdy na swoją.
Kiba popatrzył gdzieś przed siebie pogrążony głęboko w myślach. ”Chciałbym już poznać tych ninja, znam tylko jeden klan oprócz mojego, który utrzymuje bliskie więzi ze zwierzętami. Ciekawy jestem jacy oni są…”.
Lecz nie on jeden chciał to wiedzieć. Każdy głowił się kim okażą się ninja z mało znanej Wioski Księżyca.
komentarze [8]

Rozdział I - Spełnione marzenia. >> niedziela, 30 marca 2008 12:48:41
Słońce daje życie, daje ciepło, a wraz z wiatrem ukojenie. Dzięki niemu wszystko rozkwita. Dzięki niemu mogła teraz podziwiać swoją wioskę. Dość mała, ale piękna. Zawsze, gdy patrzy na nią czuje dumę, że się tu urodziła i wychowała. Teraz, gdy jest już połowa wiosny wszystko znów obudziło się do życia. Drzewa wiśni znów rozkwitły dając cudowne, białe i różowe kwiaty przyozdabiając jednocześnie tym okolicę. Przechadzając się między nimi można odetchnąć, wszystko przemyśleć i odpocząć od życia, choć na chwilę siedząc na ich rozłożystych gałęziach. Ludzie tu nie znają pośpiechu. Nikt za niczym nie goni. Siedząc na drzewie była zatopiona w myślach, obserwowała przyrodę i cudne widoki. Zawsze, gdy się tak przyglądała, czuła jakby widziała je pierwszy raz. Nieopodal były rozległe pastwiska, na których pasły się i biegały swobodnie konie. Symbol wolności i niezależności. Siedząc i wpatrując się widziała jak pojedyncze białe na przemian z różowymi płatkami kwiatów tańczą na wietrze. Podmuch wiatru pogładził ją po policzku lekko unosząc brązowe włosy. Popatrzyła na swą przyjaciółkę, nieodłączną towarzyszkę. Leżała tuż obok niej na gałęzi wpatrzona w dal. Jej szmaragdowe oczy były pełne życia, a czarna sierść lśniła wśród promieni słońca. Pogłaskała ją po głowie i wstała. Zaczerpnęła świeżego powietrza, czuła się wolna i niezależna. Kochała ten spokój. Tą harmonię, która ją otaczała. Puma stała dumnie przy boku swojej Pani. Kunoichi przykucnęła obok towarzyszki i przytuliła ją.
-Moja kochana…To jest to co kochamy najbardziej.
Sama nie wiedziała, co by zrobiła gdyby czegoś tu zabrakło. Jej rodzeństwa, Shadow czy ukochanej wioski. Była dumna, że tu żyje, że jest shinobi. Oddałaby nawet życie, byle by chronić bliskie osoby jej sercu.
Poczuła zbliżającą się osobę. Spojrzała w bok na gałąź znajdującą się niedaleko. Uśmiechnęła się. Shigeru odwzajemnił uśmiech, a jego tygrys przeciągnął się leniwie. Zawsze tu siedzieli rozmawiając.
-Przepraszam, że zaniedbałem Was w ostatnich dniach.
W jego głosie słychać było skruchę. Siostra zbliżyła się do niego i go przytuliła.
-Nie mów tak. Byłeś zajęty, jak każdy z nas czasem.
-Tęskniłem za naszymi rozmowami.
Spojrzał w oczy siostry, odbijały się w nich promienie słońca, tak jak odbijają się one na tafli morza o zachodzie. Popatrzyli na rzekę ciągnącą się pod gałęziami. W jej tafli odbijały się białe obłoki płynące leniwie po lazurowym niebie, ich obraz mąciły czasem płatki spadające do rzeki i wędrujące wraz z nią w dalekie strony.
-Shigeru, nie miej do siebie o to pretensji. Przez te kilka dni mało się działo. Saburo i Saori pomagali cioci i trenowali jej dzieci. Żebyś widział te maluchy…Będą świetnymi ninja. Zawsze, gdy patrzę na nich przypomina mi się nasze dzieciństwo.
-Tak…Nigdy nie zapomnę naszych treningów, zabaw czy marzeń.
Na twarzy dziewczyny pojawił się delikatny uśmiech.
-Zawsze pragnęliśmy zostać wybitnymi shinobi, tak jak nasi rodzice.
-I ciężko na to pracując, osiągnęliśmy to. Choć czasem było trudno, nasze marzenie się spełniło. Jesteśmy najsilniejszymi ninja w wiosce Księżyca.
-Masz rację, Shigeru. Osiągnęliśmy to na co ciężko pracowaliśmy. Żałuję tylko, że tata i mama nie mogą tego zobaczyć.
To bolało. Cała czwórka bardzo przeżyła śmierć matki. Swojego ojca nawet nie mieli okazji poznać. Chłopak spojrzał na nią. Rozumiał jej ból, zawsze obserwowali jak inne dzieci trenują pod bacznym okiem swojego ojca. Oni nie wiedzieli jak to jest, mogli tylko patrzeć, jednak nie złamało ich to. Wręcz przeciwnie. Dało ambicję, dało siłę i wytrwałą wolę, aby dążyć do swojego celu. Wiedzieli, że ojciec byłby z nich dumny. Trenowali zawsze sami, tylko ich czwórka. W ciężkich chwilach zawsze się wspierali, a to tylko wzmacniało ich dając nową siłę do spełnienia marzeń. Ich ojciec oddał życie by ochronić wioskę, kochał ją tak samo jak kochali ją oni.
Shigeru i Shilow zeskoczyli z drzewa i zaczęli iść wolnym krokiem aleją. Cała droga była usłana płatkami. Wiatr bawił się ich włosami, a słońce otulało ciała. Przy ich bokach szły duże koty. Shigeru spojrzał na swoją siostrę.
-Na pewno są z nas dumni, może nie ma ich przy nas, jednak czuwają nad nami z góry.
Spojrzała na niego. Wraz z podmuchem wiatru pojawił się na jej twarzy uśmiech. Brat zawsze umiał podnieść ją na duchu. Resztę drogi do domu przemilczeli zatopieni w myślach.
Otworzyli cicho drzwi i weszli do środka. Na kanapie spali Saburo i Saori, telewizor był włączony, a poduszki porozrzucane.
-Znowu urządzili sobie bitwę na poduszki…
Mówiąc to, na twarzy Shigeru pojawił się uśmiech. Siadł na parapecie i obserwował jak siostra wyłącza telewizor, przykrywa rodzeństwo kocem i układa poduszki.
-Śpią jak zabici. Musieli się nieźle namęczyć.-Powiedziała z uśmiechem.
Oparła dłonie o parapet i spojrzała przez okno. Shigeru nie mógł sobie wyobrazić jak mógłby żyć bez któregoś z nich. Saori, Saburo, Shilow…
Każde z nich było jedyne w swoim rodzaju i wyjątkowe. Kochał ich ponad wszystko.
Wieczorem dziewczyny przygotowały kolację. Cała czwórka była szczęśliwa, bo była razem. Po zjedzeniu posiłku wspólnie zmywali naczynia. Ktoś patrzący na nich z boku, mógłby od razu powiedzieć, że są szczęśliwi. Widząc jak chłopcy przewieszają dziewczyny przez ramię, jak się ganiają co całym domu rzucając pianą z płynu do mycia naczyń czy jak leją wodą… Aż miło popatrzeć na tak dobrze zgrane rodzeństwo. Widać, że byli nierozłączni.
Z samego rana zostali wezwani przez lorda wioski.
-Macie misję.
-Nareszcie! - Krzyknął uradowany Saburo.
Reszta podzielała jego entuzjazm. Uwielbiali misje, szczególnie wtedy gdy wybierali się na nią wszyscy razem.
-Macie za zadanie wyruszyć do Konohy. Piąty Hokage kazał wezwać z każdej wioski swoich najlepszych ninja, więc wybrałem Was. Szczegółów dowiecie się na miejscu. Wyruszycie jutro o świcie, zabierzcie ze sobą kilka niezbędnych ubrań, broń i prowiant. Wasi przyjaciele oczywiście będą wam towarzyszyć.
Staruszek uśmiechnął się i pogładził swoje dwa śnieżnobiałe lwy. Leżąc dumnie obok swego Pana obserwowały otoczenie niebieskimi niczym ocean oczami.
Rodzeństwo kierowało się już do wyjścia, jednak starzec ich jeszcze zatrzymał.
-Zapomniałbym… Zabierzcie też swoje konie, wyruszycie konno do Wioski Liścia.
-Dobrze.-Odpowiedzieli zgodnie.
W domu dzielili się swoimi wrażeniami pakując plecaki. Myśląc o misji, napawała ich radość. Jednak było w niej odrobinę niewidocznego niepokoju. Każda misja przynosiła wiele przygód, ale również wiele walk. Nigdy nie wiadomo kogo spotkasz na swej drodze. Być może zostanie on twoim przyjacielem, a być może wrogiem…
komentarze [8]

Zaczynam. >> piątek, 28 marca 2008 10:54:22
Za niedługo pojawi się pierwszy rozdział. Wtedy stwierdzicie czy dobrze piszę. Mimo wszystko mam cichą nadzieję, że się spodoba.

Shilow
komentarze [1]